books on my mind

czwartek, 18 października 2018

Luca D'Andrea "Lissy"



Włochy, lata siedemdziesiąte. Marlene, żona bogatego i wpływowego przestępcy Herr Wegenera  stwierdza, że musi zmienić swoje życie. Zabiera coś, co ma dla męża wielką wartość i ucieka. Ma misterny, wyliczony, co do sekundy, plan. Przemyślała wszystko. Wie, że ma tylko jedną szansę, bo wkrótce wyruszy za nią pościg. Jednak życie pisze nieprzewidziane scenariusze. Plan Marlene w jednej chwili legł w gruzach. Na krętej, leśniej, ośniezonej drodze jej samochód wpada w poślizg. Ranną, nieprzytomną kobietę odnajduje człowiek z gór - Simon Keller. Zabierają ją do swojej samotni. Kim jest tajemniczy mężczyzna i czy rzeczywiście mieszka tam sam?
Przyznam szczerze, że sam opis z okładki do mnie nie przemawiał. Brzmiał dość banalnie, jak nie z mojej "bajki". Jednak autorowi "Istoty zła" trudno się opierać. Byłam bardzo ciekawa tego, co napisał. Dlatego zdecydowałam sie na lekturę. Otworzyłam na pierwszej stronie i zupełnie wpadłam. 
Po przeczytaniu opisu pomyślałam, że wszystko to już widziałam - piękną, uciekającą żonę kryminalisty i tajemniczego człowieka z gór. Jednak to był tylko wstęp do przedziwnej fabuły, która może zaskoczyć każdego. Lubię opowiadać jej zarys znajomym i patrzeć na ich reakcję. Robią ogromne oczy. To wszystko razem tworzy wspaniałą całość!
Pisząc "Lissy" Luca d'Andrea inspirował się przepełnionymi okrucieństwem baśniami braci Grimm. Większość akcji rozgrywa się w zaśnieżonych górach, w małej chatce, zawieszonej gdzieś między światami. Wszystko tu toczy się inaczej, poza ludzkim prawem.  Wszyscy tam wydają się żyć w spokojnym, nieco sennym i lunatycznym stylu, nawet jeśli właśnie popełniają okrutne morderstwo. Każdego z bohaterów poznajemy wraz z tą częścią ich przeszłości, która ich ukształtowała (szczególnie zaintrygowała mnie historia Herr Wegenera). Tu nic nie bierze się z niczego. Wszystko, co robią bohaterowie wynika z tego, kim są. Każdy z nich wydaje się pionkiem na wielkiej szachownicy życia. Ich losy musiały się przeciąć, żeby dopełniło się ich przeznaczenie. I jeśli komuś pisana jest śmierć, to ktoś musi go zastąpić. Wszechświat nie lubi pustki. 
Po świetnej "Istocie zła", "Lissy" jest jeszcze lepsza. Pan d'Andrea ma we mnie fankę i z pewnością czytać będę każdą z jego mrocznych opowieść. Według opisów "Lissy" jest thillerem. Myślę, że jest. Jak już wspomniałam, ma grimmowy, dziwny i mroczny klimat. Jednak dla mnie jest także wspaniałą opowieścią o ludzkich losach i o miłości, poczuciu winy, odkupieniu. O nieuronności pewnych rzeczy w naszym życiu i o umiejętności przyjmowania tego, co nas spotyka z godnością. 

Luca d'Andrea, Lissy, W.A.B., 2018, s. 400

poniedziałek, 23 lipca 2018

Paulina Młynarska "Jesteś wędrówką"



Mam wiele szacunku i sympatii dla pani Pauliny  Młynarskiej. Jest ona dziennikarką, felietonistką, autorką książek, ale także dojrzałą, mądrą kobietą. Dzięki swojej odwadze, zamiłowaniu do podróży i ciekawości świata znalazła ona swoją drogę w życiu. Jest organizatorką wyjazdowych warsztatów Miejsce Mocy. Odbywają się one w egzotycznych, mistycznych miejscach. Są to połączone zajęcia jogi, medytacje, ale przede wszystkim czas, jaki każda kobieta może poświecić sobie. Bardzo przemawia do mnie idea kobiecego wsparcia i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się pojechać na jeden z warsztatów. Póki co, znajduję sobie wymówki :)
W swojej najnowszej książce "Jesteś wędrówką" Paulina Młynarska zachęca czytelniczki, żeby wyszły ze swojej strefy komfortu i wyruszyły na poszukiwanie siebie. Nie ma tu na myśli plażowania w najmodniejszych, przepełnionych kurortach, ale zanurzanie się w klimat odwiedzanego miejsca. Autorka snuje opowieść o wielkiej podróży po Europie, którą odbyła jako dziecko z mamą i siostrą. Poznajemy trudne początki emigracji 16-letniej Pauliny do Paryża. A potem kolejne przystanki w drodze ku dojrzałości. Szczególnie ważna jest dla mnie uwaga o znajdowaniu przyjemności w każdym z elementów wyprawy. Nie liczy się tylko cel, ale liczy się również droga. Żadna minuta spędzona na docieraniu do punktu docelowego nie jest stracona. Możemy smakować ją i czerpać z tego radość. Autorka dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat modnych turystycznych miejscowości, motywacji  i określania swoich podróżniczych preferencji, czy niezbędnego ekwipunku. Mamy też rozdział poświęcony planowaniu podróży dookoła świata. Na koniec autorka rekomenduje inspirujące blogi o tematyce podróżniczej. 
Z całą sympatią dla Pauliny Młynarskiej, ale nie do końca rozumiem cel, w jakim ta książka powstała. Nie jest to typowy poradnik motywacyjny, ani praktyczny przewodnik po planowaniu podróży. Zawiera sporo wskazówek, jednak nie jest to nic, czego nie znaleźlibyśmy w sieci. Rozdział o planowaniu podróży dookoła świata jest zaczerpnięty z jednego z polecanych blogów. Całość czyta się sympatycznie. Jest jak gawęda podczas wieczornego spotkania przyjaciół, przetykana dość oczywistymi radami. Jeśli taki był cel, to został osiągnięty. Niestety mam wrażenie, że pisanie szło, jak po grudzie. Nie ma w tym lekkości i pazura znanego z felietonów pani Pauliny. No i niestety jedna rzecz autorka w negatywny sposób pisze o osobach oceniających innych. W tej samej części książki bezpardonowo ocenia i szufladkuje innych uczestników zajęć jogi. Paradoks? Brak konsekwencji? Szkoda. 
Podsumowując, zawsze warto przeczytać książkę i wyrobić sobie o niej opinię. "Jesteś wędrówką" jest sympatycznym drogowskazem do radości podróżowania. Całość okraszona jest zdjęciami uśmiechniętej autorki. Bardzo cieszę się, że znalazła ona swoje miejsce w życiu. Jeśli jednak mamy do wyboru wydać 28 zł na tę książkę, to, idąc za radą autorki, lepiej odłożyć je na konto przyszłej podróży.

Paulina Młynarska, Jesteś wędrówką, Prószyński i S-ka, 2018, s. 256

wtorek, 17 lipca 2018

Stephen King "Outsider"



To morderstwo wstrząsnęło społecznością Flint City. Jedenastoletni Frank Peterson stał się ofiarą brutalnego pedofila. Co gorsza, wszystko wskazuje, że mordercą jest znany i szanowany trener szkolnej drużyny baseballowej Terry Maitland. Mężczyzna całe życie spędził we Filnt City. Jest przykładnym mężem i kochającym ojcem dwóch dziewczynek. Jak to jest możłiwe, że osoba tak lubiana i godna zaufania okazuje się drapieżnikiem?
Dla miejscowego detektywa Ralph Anderson ta sprawa ma bardzo osobisty wymiar - Terry trenował kiedyś jego syna. Dowody są jednoznaczne. Trenera widziało wielu świadków. Zachowywał się tego dnia dość nietypowo. Na miejscu zbrodni znalezniono odciski palców podejrzanego. Wkrótce okazuje się, że ślady DNA również potwierdzają jego winę. Dlatego Ralph decyduje się na aresztowanie trenera w czasie bardzo ważnego meczu, na oczach wszystkich mieszkańców miasta. Ku zaskoczeniu detektywa i prokuratora okazuje się, że Terry Maitland ma żelazne alibi. Potwierdzają je świadkowie i ... odciski palców. Czy możliwe jest, żeby ktoś był w dwóch miejscach jednocześnie?
Najbardziej lubię w powieściach Stephena Kinga misternie odmalowany małomiasteczkowy klimat - najbardziej ten z dawnych powieści mistrza. W najnowszych powieściach nie czuję już tego dreszczyku zanurzania się w atmosferę miejsca. Akcja "Outsidera" jest osadzona we Flint City. Każdy tu zna każdego, a życie toczy się niespiesznie. I mimo, iż pozornie jest to w stylu Kinga, to jednak mam wrażenie, jakbym zamiast oryginalnego obrazu oglądała jego rzemieślniczą kopię. Sam autor chyba ma tego świadomość, ponieważ w posłowiu tłumaczy się z tego, że akcję umieścił w stanie Oklahoma, którego atmosfery do końca nie czuje.
Powieść "Outsider" odnosi się do serii o panu Mercedesie. Z serią łączy go postać Holly Gibney. Jeśli ktoś nie zna tej serii, to powinien liczyć się z tym, że King zakłada, że je czytaliśmy. Po pierwsze mamy tu spoilery. Drugą rzeczą jest sama Holly. Postać tę poznajemy w poprzednich książkach i tam została dokładnie przedstawiona. Jeśli zaczniemy od "Outsidera", to trudno nam będzie zrozumieć tę postać. Zachowuje się ona irracjonalnie, jest roztrzęsiona i nieco zdziecinniała. Zupełnie nieprzekonująca. To taka pisarska droga na skróty. Pozostałe postacie są nieco jednowymiarowe, czarno-białe. Chyba najbardziej polubiłam prokuratora okręgowego z niesfornymi włosami Billa Samuelsa.
Sam pomysł na fabułę jest dobry. King oparł go na starej legendzie. Początek czyta się bardzo dobrze. Powieść wciąga od pierwszego zdania. Byłam bardzo ciekawa, jak autor rozwiąże tą zagadkę. Sam wątek Holly i relacji pomiędzy nią, a Ralphem jakoś mnie nie przekonuje. Miało być głęboko i emocjonalnie, jednak bez podkładu w postaci poprzednich części jest abstrakcyjnie.
Czy warto czytać "Outsidera"?  Z pewnością tak! To gratka dla fanów pisarza. Jednak jeśli ktoś nie jest na bieżąco z jego kolejnymi powieściami, to powinien zacząć czytać trzy powieści wcześniej. Uważam, że powinno się tę książkę oznaczyć jako kolejną część pana Mercedesa, a przynajmniej jako spin-off.


Stephen King, Outsider, Prószyński i S-ka, 2018, s. 640
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Tekst dla Szczecinczyta.pl

niedziela, 13 maja 2018

Louisa Morgan "Tajemna historia czarownic"



Kobiety z rodu Orchire od wieków obdarzone były niezwykłą mocą. Były kapłankami pradawnego kultu Bogini. Ich wiara przekazywana była z pokolenia na pokolenie, a wiedza i stare receptury zapisane w Księdze Cieni były ich dziedzictwem. Miały też kryształ o niezwykłych właściwościach - przechowywał w sobie wizerunki przedstawicielek wszystkich utalentowanych członkiń rodu. 
Czasy były trudne. Mężczyźni od zawsze bali się kobiet, które nie poddawały się pokornie ich woli. W Europie panowała masowa panika. Inkwizycja skazywała wszystkie podejrzane o czary na tortury i męczeńską śmierć. Dlatego wszystkie czarownice, i te z rodu Orchire, jak z innych rodzin opanowały sztukę ukrywania się. Poświęcenie jednej z nich potężnej grand-mere Ursule sprawia, że jej potomkiniom udaje się uciec przed prześladowaniami. Niestety, nienawiść i nietolerancja mogą dosięgać nas wszędzie. 
Kolejne pokolenia czarownic starają się nie zwracać na siebie uwagi i kultywować pradawne tradycje. Każda z pań jest inna, wyjątkowa. Mają różne cele i priorytety. Jednak przyjdzie moment, kiedy czarownice będą zmuszone stawić czoła przerażającej rzeczywistości. Trwa druga wojna światowa i bobmardowania Anglii. Czy wiedźmom uda się wpłynąć na historię?
"Tajemna historia czarownic" to opowieść o silnych kobietach, ale jej główną bohaterką jest magia. Autorka kryjąca się pod pseudonimem Louisa Morgan mocno zainspirowana jest wierzeniami pogańskimi i rytuałami magicznymi. Jak sama pisze, w procesie twórczym zwracała się do znawców tego tematu. Faktycznie, dla osób, które interesują się czarostwem, powieść może być interesująca pod tym właśnie względem. Opisy rytuałów zawierają wiele wskazówek dla początkujących wiedźm. 
Opowieść o czarownicach Orchire ma być przesłaniem dla wszystkich kobiet. Warto, by każda z nas zrozumiała, jak wielką siłą dysponuje. Mamy wpływ na nasze życie i nasze działania. Nie jesteśmy bezwolne w rękach mężczyzn. Dla bohaterek tej powieści mężczyźni są tylko dodatkiem, często służącym do realizacji ich potrzeb i celów - od potrzeby kochania, przez przedłużanie rodu, podnoszenie statusu społecznego, od ochronę i bezpieczeństwo materialne. Kobieta nie powinna być zależna od nikogo, warto, byśmy znały swoją wartość i umiały stać na własnych nogach. 
"Tajemna historia czarownic" opowiada o pięciu pokoleniach kobiet. Czytelnik poznaje je w momentach, w których uświadamiały sobie, jak ważne w życiu jest ich magiczne dziedzictwo. Nie jest to typowa saga, historia nie ma ciągłości czasowej, mamy wieloletnie przeskoki w czasie. Postacie są tu raczej symbolicznie zarysowane. Więcej dowiadujemy się o głównych bohaterkach, postacie drugoplanowe są bardzo uproszczone, symboliczne. Brakuje to budowania napięcia, opowieść jest przewidywalna i nasączona optymizmem i wiarą w wewnętrzną siłę kobiet. Autorce zdarza się również popaść w nieco patetyczny ton. Przykładem i ciekawostką, wiele mówiącą o nastawianiu Louisy Morgan może być rozmowa prowadzona przez jedną z bohaterek i amerykańską pielęgniarkę, opiekującą się rannymi w czasie II wojny światowej żołnierzami różnych narodowości. W szpitalu leżą Brytyjczycy, Francuzi, Rosjanie i wiele innych. Jednak pielęgniarka mówi: "Wy, Anglicy, mieliście najgorzej, jak przypuszczam. Bombardowania i tak dalej". Na co bohaterka odpowiada skromnie: "Nie gorzej niż Francuzi". 
"Tajemna historia czarownic" to literatura typowo kobieca. Polecam fankom gatunku. 

Louisa Morgan, Tajemna historia czarownic, Prószyński i S-ka, 2018, s. 560
Tłumaczenie Alina Siewior-Kuś
Tekst dla SzczecinCzyta.pl