books on my mind: Marcin Pilis "Łąka umarłych"

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Marcin Pilis "Łąka umarłych"


Przerażające, straszne, smutne i kontrowersyjne wydarzenia z historii w miarę czasu ulegają odbrązowianiu. Dzisiejsza młodzież nie jest już wychowywana w patosie patriotycznym i mesjanizmie, a historyczne wydarzenia i zrozumienie faktów łatwiej poznać przez filmy i powieści fabularne, niż notatki w encyklopediach. Więcej dyskusji o polskim antysemityzmie wzbudziły nie lekcje historii, a  film "Pokłosie" czy niemiecki serial "Nasi ojcowie, nasze matki". Powieści historyczne stopniowo zastępowane są przez kryminały czy thrillery z wątkiem historycznym w tle. Przyznam, że budzi to we mnie mieszane uczucia. 
Powieść "Łąka umarłych" toczy się na trzech płaszczyznach. W 1996 roku Karl Strauch - były niemiecki żołnierz przybywa do wsi Wielkie Lipy. Wybiera to miejsce nie bez powodu. To tu stacjonował w czasie wojny i stąd właśnie w latach 70. został nadany list, który wysłał do niego Andrzej Hołotyński. W roku 1970 młody student Andrzej przyjeżdża do Wielkich Lip. Zobowiązany prośbą umierającego ojca ma uporządkować jego obserwatorium. Przy okazji planuje poznać okolicę i odpocząć przed czekającą go obroną pracy magisterskiej. Jednak znana z opowiadań ojca sielska okolica okazuje się wrogim, nieprzyjaznym miejscem. Chłopak nie rozumie dlaczego tak jest. Wyjaśnienie przyniesie dopiero odnalezienie pamiętnika ojca. Rok 1942. Po okolicy rozchodzą się plotki, że Niemcy chcą wkroczyć do Wielkich Lip i wywieść miejscowych Żydów. Ludzie we wsi widzą w tym szansę dla siebie. Świadkiem wydarzeń jest młody naukowiec Jerzy Hołotyński. Swoje spostrzeżenia spisuje w pamiętniku. Co łączy tych trzech panów? Tajemnica z przeszłości, która wywrze piętno na każdym z nich. 
Sam pomysł całkiem ciekawy, jednak mam obiekcje, co do jego wykonania. Najbardziej odpowiadała mi część o Andrzeju, pozostałe rozkręcają się powoli i trudno mi było się w nie wciągnąć. Niekiedy zaburzona też była linia czasowa w wątkach. Przez długi czas miałam wrażenie, że do czynienia mam z horrorem. Tajemnicze wydarzenia, które czekały wieś zapowiadały się nieco paranormalnie. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ojciec Jan tak bardzo nalegał na wyjazd Andrzeja przed czwartkiem - gdyby nie ta panika, to zapewne chłopak nawet nie wiedziałby, że coś się dzieje. Nie rozumiem też maskarady Karla. Przecież wystarczyłoby spojrzeć Janowi w oczy, wycieczka w mundurze przez wieś była zbędna. 
To, co mnie w książce ujęło, to przebłyski, takie małe momenty, w których autor wychodził poza tworzoną przez siebie opowieść i snuł rozważania na temat człowieczeństwa, dumy, honoru i zła. Książka skłoniła mnie do myślenia nad jedną sprawą - czy milcząc, nie reagując, przyzwalając na zło jesteśmy tak samo winni, jak jego sprawcy? 
Książka "Łąka umarłych" nie jest dziełem rewelacyjnym, nie rzuca na kolana i pewnie nie utkwi na dłużej w mojej pamięci. Sposób wykorzystania motywu Jedwabnego budzi we mnie mieszane uczucia. Jednak czytając recenzje na blogach cieszę się z jednego - że mimo wszystko wywołała u czytelników pewne poruszenie. I tak historia trafia do współczesnego pokolenia. Jeśli po lekturze chociaż jedna osoba zastanowi się nad tym, do czego zdolny jest człowiek, to warto. Właśnie z tego powodu ją polecam. 

Marcin Pilis, Łąka umarłych, Wydawnictwo Sol, 2010, s. 384

14 komentarzy:

  1. Gosiu to świetny wpis. Lubię czytać taką tematykę, więc bardzo chętnie bym ją przeczytała. "Pokłosie" oglądałam - film był świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję , że się nie rozczarujesz. Jednak spodziewałam się po tej lekturze wiecej :)

      Usuń
  2. Im więcej młodzież będzie czytać takich książek, tym więcej będzie w tym obszarze wyedukowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej będzie się nieco orientowała, a być moze lektura poruszy ją na tyle, żeby doczytać i zgłębić temat.

      Usuń
  3. Paskudne okładki to chyba domena polskich wydawnictw! I tak, tak- wiem... nie należy oceniać, ale serio, taką czcionkę mogła sobie wybrać Stephanie Meyer.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, nie jest taka zła ta czcionka. Bardzo mi przeszkadza przesuniecie obrazów do góry. W sumie te świece też tak średnio :D

      Usuń
  4. Brzmi naprawdę intrygująco, ale tematyka mnie odrzuca, wiec raczej nie siegne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, tym bardziej, że książka nie jest z tych, które bym Ci proponowała :D

      Usuń
  5. "Pokłosie" jest świetne! Na mnie zrobiło duże wrażenie, a co do książki - sama nie wiem. Z jednej strony mnie ciekawi, z drugiej nie wiem, czy nie będą mi przeszkadzać te minusy, które wymieniłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Pokłosie to jednak nieco inny rodzaj przekazu. Co do Pokłosia nie mam mieszanych uczuć. W tej książce autor jednak przedobrzył :)

      Usuń
  6. książka z jakiś rok temu, często pojawiała się na blogach, ale jak szybko zrobiło się o niej głośno, tak wrzawa nagle ustała. mnie jej motyw jednak nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, ze nie rozumiem zachwytów nad nią. No ale o gustach się nie dyskutuje. Za to warto dyskutować o przeszłości :)

      Usuń
  7. Bardzo mnie zachęciłaś do przeczytania tej książki :)

    Zapraszam Cię do wyzwania czytelniczego Historia z TRUPEM

    http://hugekultura.blogspot.com/2014/01/wyzwanie-historia-z-trupem.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, ze trochę nie ogarniam tych wyzwań ;)

      Usuń