books on my mind: Aldo Carpi "Dziennik z Gusen"

piątek, 14 lutego 2014

Aldo Carpi "Dziennik z Gusen"



Napisano wiele książek z czasów II wojny światowej i Holocaustu, istnieje sporo wspomnień z obozów. Czym w takim razie "Dziennik z Gusen" wyróżnia się na tle pozostałych pozycji tego nurtu? Przede wszystkim tym, że to prawdopodobnie jedyny zachowany dziennik pisany bezpośrednio w obozie. Więźniom nie wolno było posiadać książek ani gazet, nie wolno było prowadzić żadnych notatek. Za znalezienie takich groziła śmierć. Obóz opuszczała tylko starannie wyselekcjonowana korespondencja, w której więźniowie na gotowych drukach zapewniali rodzinę, że mają się dobrze. Jednak Aldo Carpi z narażeniem życiaspisywał bieżące wydarzenia, swoje reflekscje i przemyślenia. Na małych skrawkach papieru powstawały kolejne listy do żony. A wszystko to uzupełnione wstrząsającymi rysunkami autora. 
Aldo Carpi był cenionym malarzem i profesorem w Katedrze Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych Brera w Mediolanie. Miał żonę i sześcioro dzieci. Oskarżono go o spiskowanie antyfaszystowskie. Zadenuncjował go zazdroszczący mu talentu kolega. W momencie aresztowania przebywał w swojej nieco oddalonej od domu pracowni. Wiedział o tym, że po niego przyjechano - widział samochody i jakiś sąsiad przybiegł go ostrzec. Jednak z troski o rodzinę profesor wrócił. Zabrano go i po przesłuchaniach umieszczono w obozie Mauthausen i docelowo w Gusen. 
Profesor był w stosunkowo dobrej sytuacji - mógł zajmować się w obozie tym, co umiał najlepiej - malował. Oszczędzono mu najcięższej pracy, dlatego mógł skupić się na swoich przemyśleniach na temat zła, dobra, Boga i roli artysty. Wszystkie je przelewał na papier. W jego wspomnieniach mało miejsca zajmuje codzienność. Pisanie jest dla niego ucieczką od rzeczywistości. Wydanie Repliki uzupełniono jednak o komentarze autora. Dzięki nim relacja staje się pełniejsza. Jednak to, co przeraża najbardziej, to nie słowa, a rysunki. W nich Carpi nie oszczędza nam dramatu, w jakim się znalazł. Wyniszczone ciała współwięźniów, cierpienie i śmierć. Jego rysunki są najbardziej przejmującą częścią tego osobliwego dziennika. 
"Dziennik z Gusen" nie jest lekturą przyjemną. Nie spodziewajcie się też drastycznych opisów czy mrożących krew w żyłach opowieści. Jednak jest o opowieść o człowieku, któremu przyszło żyć w strasznym miejscu i próbował zrozumieć zło, które widział. Nie szukał odpowiedzialnych za swój los, wiedział, kto go zadenuncjował. I mimo iż obarczał tego człowieka winą, to starał się też zrozumieć, co go doprowadziło do takich czynów. Z racji dość dobrego położenia - dachu nad  głową, ciepła i dodatkowych porcji jedzenia Carpi nie odczłowieczył się, nie walczył tylko o przetrwanie, ale miał też czas na pozbieranie swoich myśli. Jego współtowarzysze niewoli w większości nie mieli takiego luksusu. 
Dziennik Aldo Carpiego jest dobrym uzupełnieniem do przeczytanej przeze mnie już literatury obozowej. Stanowi odmienne spojrzenie na piekło obozów. Jednak jeśli ktoś nie czytał jeszcze innych wspomnień ocalałych więźniów, to powinien to zrobić. Wspomnienia Carpiego są oczywiście cenne, jednak nieco rozmywają obraz piekła, które stworzyli naziści. Powinniśmy pamiętać o przeszłości i wyciągać z niej wnioski, dlatego należy ten temat poznać z nieco bardziej konkretnych źródeł. Nie da się zrozumieć obozów, jeśli nie dotrze się do ich najczarniejszego dna, najciemniejszej strony. A to proces bolesny i nieprzyjemny. Nawet jeśli przechodzimy go tylko z pozycji czytelnika. 

Aldo Carpi, Dziennik z Guden, Replika, 2009, s. 376
Recenzja dla SzczecinCzyta.pl

12 komentarzy:

  1. Tradycyjnie brzmi strasznie - naprawdę, ja bym chyba miała myśli samobójcze, gdybym czytala ciagle o obozach, do mnie ciagle wracają pojedyncze sceny z tych niewielu książek, które przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, ze za rzadko o tym czytasz?Jestem zdania, że musimy o tym pamiętać, żeby nigdy to się już nie powtórzyło. Dlatego czytam, to mój hołd dla ofiar.

      Usuń
  2. Oj, Małgosiu, bardzo cenna lektura. To zdecydowanie coś dla mnie. Chętnie przeczytałabym o jego przemyśleniach.

    Przesyłam smaczne, walentynkowe buziaki, a co! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje się bardzo ciekawa, chociaż na pewno jest ciężka.

    Pozdrawiam,
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt. Trudno lekko pisać o tym temacie.

      Usuń
  4. Czytałam już wiele wspomnień więźniów, którzy wegetowali w najgorszych warunkach, więc mogłabym sięgnąć po pamiętnik Aldo Carpi - na pewno nie ulegnę wrażeniu, że życie w obozach było lekkie, podobne do pobytu w sanatorium. Ciekawa jestem, jak autorowi udało się przechować notatki, gdzie je ukrywał, bo przecież na pewno był rewidowany.
    Recenzja bardzo interesująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałabym sugerować, że życie w obozie było dla Carpiego lekkie. Ogromne obciążenie stanowił juz fakt odosobnienia. Dodatkowo piekło, które wyłania się z rysunków - to bardzo przejmujące. Przechowanie notatek to cud - udało się przechować je przez codzienne przeszukania i rewizje. Ludzie ginęli za znalezione zapiski. Autor miał wiele szczęścia.

      Usuń
  5. Koniecznie zapisuję sobie ten tytuł...

    OdpowiedzUsuń
  6. Serdecznie Cię zapraszam do mojego nowego wyzwania czytelniczego "Motyw zdrady w literaturze" - http://hugekultura.blogspot.com/2014/02/wyzwanie-czytelnicze-motyw-zdrady-w.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię książki traktujące o II wojnie światowej. Faktycznie, dziennika pisanego bezpośrednio w obozie nie czytałam. Zapisałam tytuł, mam nadzieję, że uda mi się na nią trafić.

    OdpowiedzUsuń