books on my mind

wtorek, 7 sierpnia 2012

Tarot Lichodziejewskiego


Z tarotem jest jak z dentystą, fryzjerem, wróżką, czy księgowym - każdy musi trafić na swojego. Moim zdaniem osoby, które dopiero się z tarotem poznają  powinny zaczynać od klasyki - tarota marsylskiego. Tylko wtedy mamy szansę poznać symbolikę tych kart. Wszelkie przepiękne, wymyślne talie są tylko wariacjami - mniej lub bardziej luźnymi na temat symboliki zawartej w kartach. A przecież to ta symbolika jest w kartach najważniejsza.
Bardzo lubię karty tarota i mam kilka talii. Gustuję raczej w mrocznych, gotyckich klimatach, chociaż mam kilka bardziej radosnych egzemplarzy. Nie lubię współczesnych wymyślnych talii, gdzie z pobudek artystycznych i dla oryginalności całkiem już zgubiono klasyczną symbolikę kart. Takie karty zupełnie nie chcą ze mną rozmawiać (a ja to jednak wolę takie rozmowniejsze).
Talia Roberta Lichodziejewskiego opiera się na popularnym tarocie Rider Waite. Nie jestem fanką zamiany kart Sprawiedliwość z Mocą. Moim zdaniem klasyczny układ kart jest lepszy. Spotykałam się jednak także z zagorzałymi fanami zamienionego układu. Prawdopodobnie wynika to z przyzwyczajeń z początków nauki tarota. Jeśli czasem zdarza mi się korzystać z talii opartych na RW, to uparcie przeliczam je według "marsylskich" wartości kart. Raczej średnio wpływa to na jakość mojej pracy z kartami.
Tarot Lichodziejewskiego stworzony został według autorskich wizji autora. Nie jest zbytnio wydumany, co jest wielkim plusem, ponieważ spokojnie mogą korzystać z niego także osoby początkujące. Karty są przyjemnie duże (lubię duże karty), ale ciut za miękkie. Ich rewersy ozdobione są przyjemną dla oka, łagodną mandalą. Autor pomieszał scenerie na kartach - niektóre są mroczne, inne współczesne. Szkoda, że nie są w jednej konwencji. To jednak nie zmienia faktu, że karty te są bardzo ładne. Dość szybko przyzwyczaiłam się do nich i zaczęły ze mną "rozmawiać".
Po "okresie próbnym" mam pewność, że ten tarot mi się podoba. Jest dobry tak dla początkujących, jak i bardziej zaawansowanych. Tak więc, jeśli zastanawiacie się nad zakupem karty - weźcie tę talię pod uwagę.
 


Za karty dziękuję Wydawnictwu Studio Astropsychologii.

niedziela, 5 sierpnia 2012

M. William Phelps "Ukradzione dziecko"


Pewnego grudniowego dnia w małym miasteczku, w samym sercu Ameryki, Lisa Montgomery napada na będącą w ósmym miesiącu ciąży Bobby Jo Stinnett, dusi ją, wycina jej dziecko z brzucha i ucieka. Następnego dnia przechadza się po ulicach chwaląc się znajomym swoją nowonarodzoną córeczką. Co sprawiło, że Lisa, matka czworga dzieci, zdecydowała się na popełnienie tak niewyobrażalnej zbrodni? Jak możliwe jest, że nikt z bliskich i znajomych kobiety nie zakwestionował opowieści o niespodziewanym porodzie, nie zainteresował się faktem, że kobieta nie była wcześniej w ciąży, nie zaniepokoił tym, że dziecko dzień po porodzie noszone jest w miejsca publiczne i wyprowadzane na spacer?
Zbrodnia, którą opisał M. William Phelps jest niewątpliwie przerażająca. Ból rodzin i ofiary i sprawczyni jest ogromny. Jednak uważam, że "Ukradzione dziecko" jest książką przeciętną, o ile nie całkiem słabą. Przede wszystkim jest jednym wielkim chaosem - mieszaniną faktów, wątków pobocznych, wielopiętrowych dygresji i patetyzmu. Wierzę, że autor chciał pokazać czytelnikom ból obu miasteczek, z których pochodziły ofiara i sprawczyni, proces oswajania się z tragedią i godzenie się z nią. Jednak dobry pisarz nie robi tego tak banalnymi chwytami, jak łzawe opisy - tu przykładem może być rozdział z opisem pogrzebu Bobby Jo, zaczynający się od słów: "Impresjonista nie mógłby namalować pejzażu piękniejszego niż ten, który ukazał się zebranym w dzień pogrzebu Bobby Jo." (str. 213). Na okładce porównano "Ukradzione dziecko" do "Z zimną krwią" Trumana Capote. Nie wierzcie w to. "Dzieło" Phelpsa nie umywa się do książki Capote. 
"Ukradzione dziecko" pisane jest krótkimi, urywanymi rozdziałami. To też potęguje poczucie chaosu. No i jeszcze jedna rzecz - nie wiem, czy to wina pana Phelpsa, czy  redaktorów i korektora, ale czytając tę książkę można dowiedzieć się np., że Stephen King jest autorem "Czarownic z Salem" (str. 226), czy znaleźć kwiatki typu: "W tym czasie Boman w międzyczasie rozstał się z Vanessą..." (str. 304). Proszę państwa redaktorstwa, więcej uwagi!
Nie rozumiem też pisania tego typu książki przed zakończeniem procesu Lisy Montgomery. Przypomina mi to przypadek Piotra Kraśki i książki o Smoleńsku, czy byłej już redaktor naczelnej Vivy Izabeli Bartosz i książki o matce Madzi. Takie falstarty najczęściej mają jeden cel - szybki zarobek. Razi mnie też trochę fakt, że książka opiera się głównie na relacjach byłego męża Lisy - Carla Bomana. Tylko on, w przeciwieństwie do autora, nic na tej książce nie zarobił.
Lubię czytać książki z nurtu true crime. Mimo swojej słabości "Ukradzione dziecko" nie jest w stanie mnie zniechęcić do książek wydawnictwa Hachette Polska.

M. William Phelps, Ukradzione dziecko, Hachette Polska, 2010

czwartek, 2 sierpnia 2012

Axel Petermann "Na tropie zła. Raporty profilera"



Ojczyzną profilowania kryminalnego są Stany Zjednoczone. Metoda ta jest tak skuteczna w odnajdowaniu sprawców niewyjaśnionych morderstw, że szybko przyjęła się na całym świecie. Axel Petermann, autor książki "Na tropie zła. Raporty profilera" przez 30 lat pracował jako komisarz kryminalny w wydziale do spraw morderstw bremenskiej policji. Od lat 90 interesuje się rozwijającym się w USA profilowaniem kryminalnym i skutecznie przeszczepia je na niemiecki grunt. Często zadaje sobie pytanie o to, czym jest zło. Czy da się scharakteryzować, czy łatwiej sprowadzić je do prostego zdania: "Dobre jest to, że to co złe znajduje się w kodeksie karnym".
W swojej książce Axel Petermann opowiada nam o swojej pracy. Skupia się na najczęściej popełnianych zbrodniach i każdy z nim poparty jest przykładem - przypadkiem z kariery pana komisarza. Te opowieści nie są porywającą, zapierającą dech w piersiach historią o cudach, jakich dokonuje się za pomocą profilowania. Petermann przedstawia nam przede wszystkim żmudną, dokładną i niezbyt widowiskową pracę całego zespołu. Czasem zespół ten odnosi sukcesy, czasem rozwiązanie zagadki jest kwestią wypadku, bądź dobrej woli sprawcy. Czasem też śledztwo kończy się porażką. Autor nie odżegnuje się od swoich błędów i pomyłek. Przeciwnie, omawia je i analizuje. Cenię go za to, że nie próbuje tłumaczyć się i usprawiedliwiać. Przyjmuje je jako część swojej pracy.
"Na tropie zła" to książka ciekawa. Nie jest barwną, epicką opowieścią, ale szczerym, realistycznym zapisem pracy policji. Dodatkowo zauważalny jest kontrast pomiędzy serwowanym nam w serialach metodami pracy, a rzeczywistością. Niemiecka policja zmaga się z ograniczeniami finansowymi, czy prawnymi. Niemiecki kodeks karny (jak każdy europejski) różni się od amerykańskiego systemu prawnego. Tu morderca, który zgwałcił, bestialsko zamordował  i poćwiartował ciało swojej ofiary może dostać 12 lat więzienia. Do tego kary się nie łączą, morderca nie może dostać potrójnego dożywocia. W Europie sąd ustala kategorię czynów, w USA kategoria jest wynikiem targu pomiędzy prokuratorem, a adwokatem. Mimo wszystko amerykański system prawny podoba mi się bardziej.
Czy warto przeczytać "Na tropie zła"? Jeśli ktoś interesuje się pracą policji i profilowaniem kryminalnym, to warto. Jeśli jednak oczekujemy porywającego kryminału, to spokojnie możemy sobie tę książkę darować.

Axel, Petermann, Na tropie zła. Raporty profilera, Weltbild, 2011

środa, 1 sierpnia 2012

Stosik sierpniowy


Wakacje miały być czasem, kiedy będę mogła pogrążyć się w niczym nie zmąconym czytelnictwie. Rzeczywistość okazuje się być bardzo brutalna. Mój syn ma w standardzie wbudowany czujnik, który bez pudła namierza mnie, kiedy biorę książkę do ręki. Po namierzeniu mój potomek biegnie do mnie z milionem niezwykle ważnych pytań i próśb. No cóż, przeczytam mniej niż bym chciała :)
Moje stosiki miesięczne żyją swoim życiem. Mimo, że planuję, to zaraz trafi mi się książka, którą muszę przeczytać natychmiast i bez kolejki. Jednak jestem zdania, że cały urok tkwi w planowaniu. Na zdjęciu prezentuję to, co zaplanowałam na ten miesiąc.Tytuły czytelne, to nie będę się już powtarzała :)