books on my mind

środa, 24 kwietnia 2013

Eustachy Rylski "Obok Julii"


Nazwisko Eustachego Rylskiego do tej pory kojarzyło mi się jedynie z koszem wyprzedażowym w jednej ze szczecińskich księgarni. Nie miałam do twórczości tego pana żadnego stosunku. Dlatego też kiedy usłyszałam na TokFm o jego nowej książce, to byłam zaciekawiona i zaintrygowana. Do tego udało mi się wysłuchać wywiadu z autorem. Wydał mi się interesujący, chociaż nieco antypatyczny. Niestety wkrótce po tym pana Rylskiego zaproszono do programu Xsiegarnia. Powiedziała niemal słowo w słowo to samo, co wcześniej w radio. Maniera z jaką mówił ten pan nieco ostudziła mój zapał, co do jego twórczości . Jednak w programie powiedziano tyle ciepłych słów o "Obok Julii", że mimo wszystko postanowiłam spróbować. To był błąd, wielki błąd.
Jest rok 1963. Janek Ruczaj wiedzie dość monotonne życie. Pracuje w bazie samochodowej, jest członkiem klubu Hemingwaya, korzysta ze słońca i łamie kobiece serca. Wszystko zmienia się kiedy do miasteczka przyjeżdża dawna nauczycielka Janka Julia Neider - niegdysiejszy obiekt jego westchnień. Od tej pory wszystko się zmienia.
I w tym właśnie miejscu, gdzieś w okolicach setnej strony postanowiłam książkę pana Rylskiego porzucić. Lubię ładne książki, lubię kiedy pisane są ładnym językiem. Jednak dla mnie mniej znaczy więcej. Prostota językowa to coś, co cenię. Nie rozumiem przyjemności, jaką czerpał autor z tworzenia zagmatwanych konstrukcji słownych. Książka składa się z pięcio- sześciolinijkowych, jednozdaniowych akapitów. Kiedy autor popisuje się erudycją, w jego książce akcja rozjeżdża się i coraz trudniej ją wśród tych popisów znaleźć. Oczywiście, nie mogę zaprzeczyć, że sam klimat sennego miasteczka i upalnego lata stworzony jest bardzo dobrze. Niemal czuje się żar lejący się z nieba. Jednak klimat ten usypia i zniechęca (przynajmniej mnie). Czytając traciłam uwagę, przez co bohaterowie znikali i pojawiali mi się nagle, nie wiadomo skąd i dlaczego.
Uznałam, że nie ma sensu brnąć przez "Obok Julii" do końca. Widać pewnych rzeczy nie da się rozdzielić. Stosunek jaki mamy do autora zdecydowanie przekłada się na jego twórczość. Może gdybym nie zniechęciła się do pana Rylskiego, to miałabym większą tolerancję dla jego dzieła. Jednak stało się inaczej i teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dla mnie książka to nie tylko skomplikowane konstrukcje z pięknych słów, nie umiem cenić samych popisów erudycyjnych, dla mnie w książce potrzebne jest jeszcze to COŚ, jakaś nic porozumienia pomiędzy mną, a autorem.
Jestem przekonana, że "Obok Julii" wielu osobom się spodoba. Krytycy wypowiadają się o niej w samych superlatywach, są zachwyceni. Dlatego też z czystym sumieniem mogę dać tu wyraz mojej niechęci do tej książki (czy też jej autora). Przecież rzecz nie jest w tym, żeby się wszystkim podobać. Jestem bardzo ciekawa, co o tej książce napiszecie Wy :)

Eustachy Rylski, Obok Julii, Wielka Litera, 2013

wtorek, 23 kwietnia 2013

Joanna M. Chmielewska "Karminowy szal"


Nie jestem fanką literatury kobiecej i raczej trudno mi swoją niechęć przemóc. Nie przepadam za tkliwymi opowieściami, o tym, jak szara kura domowa poznaje niespodziewanie multimilionera. Z doświadczenia wiem również, ze stopień sentymentalności można dość łatwo ocenić po okładce. Jako, że nie powinno się oceniać książki po okładce, to postanowiłam  przymknąć oko na na zdobiące "Karminowy szal" brzózki (i bardzo podobną do Katie Holmes panią)  i mimo wszystko dać książce szansę. 
Marta, Maria i Magdalena były uczennicami ośrodka leczniczo-rehabilitacyjnego. Po latach spotykają się w Kawiarni pod Liliowym Kapeluszem, żeby powspominać dawne czasy. Dla każdej z nich spotkanie to ma wymiar niezwykły. Panie łączy pewna tajemnica, która ma wpływ na życie każdej z nich. Żeby móc iść dalej, muszą podjąć jakieś kroki. Decydują się na plan niezgodny z normami ludzkimi, ale sprawiedliwy. Dalej śledzimy metamorfozę, którą każda z pań przechodzi po podjęciu decyzji o zamykaniu przeszłości. Każda z nich odkryje, co jest dla niej najważniejsze, pozbędzie się gorsetu samoograniczeń, który sama sobie założyła. Żadna z nich nie wierzy w to, że może kochać i być kochaną. Marta jest mężatką, która ma wrażenie, że zmarnowała życie. Braki emocjonalne pokrywa pedantycznym sprzątaniem. Magda jest wolnym duchem. Nie wierzy z szczęśliwe związki, nie chce się angażować, żeby nie być zranioną. Zmienia mężczyzn, jak rękawiczki, żadnemu nie pozwala zadomowić się w jej życiu. Maria tak bardzo boi się mężczyzn, że woli spędzić życie sama. Wcisnęła się w przyciasny pancerz i nie pozwala nikomu zbliżyć się do siebie. Czy zamknięcie sprawy z przeszłości zmieni życie bohaterek?
Imienniczka Joanny Chmielewskiej miała przed sobą trudne zadanie - musiała sprostać swej poprzedniczce, lub przynajmniej znaleźć na polskim rynku książki miejsce dla siebie. Pani Joanna takie miejsce znalazła. Losy bohaterów jej książek przeplatają się i krzyżują w kolejnych jej powieściach. Wszystkich ich łączy miłość do miejsca - do kawiarni pod Liliowym Kapeluszem. Wprawdzie intryga "Karminowego szala" nie jest zbyt wyrafinowana, a zagadkę, która powinna czytelnika zaskoczyć, można odgadnąć już po pierwszych stronach, to jednak autorce udaje się stworzyć bardzo ciepły i sympatyczny klimat. Jej bohaterki są prawdziwymi kobietami, mają swoje słabości. bardzo łatwo je polubić. Ich problemy są dość realne i często spotykane wśród współczesnych kobiet. Rozwiązania, które proponuje autorka spotkać już nieco trudniej. No ale literatura kobieca ma swoje prawa - tu książę na białym koniu jest normą, w życiu to już niekoniecznie.
Książkę czyta się dość sprawnie, chociaż ciągle myliły mi się bohaterki - szczególnie Marta z Marią. Mimo tego spędziłam z tą książką sympatyczne niedzielne popołudnie. Nie wiem, czy prędko zdecyduję się na kolejną "babską" książkę, ale z czystym sumieniem mogę polecić "Karminowy szal" miłośniczkom tego typu literatury. 

Joanna M.Chmielewska, Karminowy szal, MG Wydawnictwo, 2013
Recenzja dla SzczecinCzyta.pl

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Nadia Szagdaj "Kroniki Klary Schulz. Sprawa Pechowca"


Swego czasu z wielką przyjemnością czytałam umiejscowione w Breslau książki Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku. Przyznaję, że do przeczytania Książki Nadii Szagdaj skłoniło mnie pewne podobieństwo do książek o Mocku i moja miłość do kryminałów retro. Niestety, bardzo się rozczarowałam.
Będąc dzieckiem Klara Schulz widziała, jak gwałcono i mordowano jej matkę. Mimo, iż mąż ofiary był policjantem, to nigdy nie rozwiązano zagadki tego morderstwa. Klara postanowiła, że zostanie policjantką i odnajdzie morderców matki. Pod okiem ojca przeszła gruntowne przygotowanie kondycyjne. Jakież było jej rozczarowanie, kiedy okazało się, że w policji może być jedynie sekretarką. W związku z tym Klara wychodzi za mąż za szanowanego kariologa i wkrótce zostaje matką. Jednak jej marzenia o szukaniu przestępców nie znikają - postanawia zostać prywatnym detektywem. Kiedy podczas spektaklu operowego na scenie ginie jego gwiazda, Klara podejmuje się śledztwa. Czy uda się jej rozwiązać zagadkę?Kto morduje muzyków z Breslau?
Szczerze mówiąc to czytając tę książkę trochę się wynudziłam. Niby temat ciekawy, tło również - gotowy przepis na sukces. To się jednak w tym przypadku nie sprawdziło. Przede wszystkim strasznie irytowała mnie Klara. Nadmiernie kochliwa, o mentalności nastolatki. Każda para spodni w okolicy powodowała u niej szybsze bicie serca. Jej kochający, przystojny i bogaty mąż ma kiepskie wyczucie, zostawiając zmienną, jak pogoda listopadowa żonę samą w domu i wyjeżdżając na czas śledztwa. Jakież szczęście, że Klara miała wsparcie w przyjaciołach - oczywiście przystojnych, wybitnie zdolnych i niezwykle inteligentnych mężczyznach. Jeden z nich - psychiatra - tworzy profile psychologiczne sprawców - mimo, iż profilowanie kryminalne stało się metodą wykorzystywaną w pracy policji  sporo później (chociaż teoretyczne prace nad nim już rozpoczęto, więc może miał duszę odkrywcy). Do tego Klara wszędzie przedstawia tego pana jako swojego psychiatrę. chodzi z nim na imprezy i zupełnie nie przejmuje się przy tym jego żoną. Klara ma skłonność do nadużywania alkoholu i całkiem nieracjonalnych zachowań. Ma wszystkie te cechy, które drażnią w stereotypowym wizerunku kobiety detektywa. 
Sama zagadka jest całkiem niezła. Trudno ją rozwiązać, tym bardziej, że w trakcie śledztwa Klara z przyjaciółmi całkowicie odrzucają motyw ezoteryczny. Nie wiem, jak to ma się do zakończenia, bo w mojej ocenie motyw jest jak najbardziej ezoteryczny. No ale to drobiazg, wiele innych nieścisłości zastanawiało mnie w trakcie czytania dużo bardziej. 
"Sprawa Pechowca" to pierwsza część przygód Klary Schulz. Mam nadzieję, że autorka rozwinie swój warsztat i kolejne książki będą zdecydowanie lepsze. Nie wiem, czy zdecyduję się na przeczytanie ich, chociaż znając mnie, to całkiem możliwe. Tak więc nie pozostaje mi nic innego, niż trzymanie kciuków za panią Nadię Szagdaj. 

Nadia Szagdaj, Kroniki Klary Schulz. Sprawa Pechowca, Bukowy Las, 2013

środa, 17 kwietnia 2013

Jeffrey Eugenides "Przekleństwa niewinności"



Z książkami, jak z ludźmi, jednych lubimy od pierwszego wejrzenia, do innych czujemy irracjonalną niechęć. Jakiekolwiek próby zracjonalizowania tej antypatii nie mają większego sensu. Tłumaczenie sobie, że przecież wszystko z takim człowiekiem jest w porządku, jest miły, sympatyczny, zabawny i przyjemny dla oka, to daremny trud. Niestety ta sama zasada dotyczy książek. Są takie, które teoretycznie nie powinny nam się spodobać, a wpadamy w nie po uszy i są takie, które mają wszystkie atuty, żeby nam się spodobać i nic z tego, nie ma chemii między autorem i czytelnikiem. Tak w moim przypadku jest z książką "Przekleństwa niewinności". 
Pięć sióstr Lisbon stanowi przedmiot marzeń wszystkich chłopców z okolicy. Dziewczęta są wychowywane przez bardzo surowych rodziców, przez co są niedostępne. To właśnie ta niedostępność pobudza wyobraźnię i stanowi część ich atrakcyjności. Nieoczekiwane samobójstwo najmłodszej z sióstr budzi wiele pytań. Nikt nie wie dlaczego Cecila zdecydowała się na tak drastyczny krok, a jej śmierć naznacza pozostałe dziewczęta. Od tej pory noszą na sobie smutek i coś nieuchwytnego. Do tego pani Lisbon podejmuje decyzję o całkowitym zamknięciu córek przed światem. To, co miało być dla nich ochroną, staje się więzieniem, w którym życie nie ma żadnych szans. Dom rodziny Lisbon staje się grobowcem dla swoich mieszkańców. Szklany klosz, który miał chronić róże, odebrał im powietrze. Dziewczyni decydują się ostateczną ucieczkę - śmierć. 
Opowieść o siostrach Lisbon poznajemy z perspektywy dorosłych już wielbicieli dziewczyn. To oni, po latach, chcą rozwiązać tajemnicę śmierci, które naznaczyły ich młodość i zdeterminowały późniejsze dorosłe życie. Duchy sióstr były nieustanne obecne w ich związkach, wpływały na ich życiowe wybory. Narrator nie jest osobowy, narratorem jest bliżej nieokreślona grupa. Nie wiemy ilu było chłopców, ilu z nich czuje potrzebę wrócenia do dawnych bolesnych wydarzeń. Jest o rozrachunek z przeszłością, próba oddania ostatniego hołdu siostrom Lisbon. Pożegnanie z nim.
Teoretycznie w książce Eugenidesa powinno podobać mi się wszystko. Opowieść o siostrach umiejscowiona jest na leniwych przedmieściach, w latach siedemdziesiątych. Postacie dziewcząt zarysowane są bardzo dobrze - każda z nich jest indywidualnością, lecz jednocześnie tworzą one dziwną całość, jeden twór znany jako Lisbonki. Bardzo dobrze jest też przedstawiony proces powolnego umierania dziewcząt, sam akt zbiorowego samobójstwa jest tylko naturalną konsekwencją wydarzeń. Cała historia opowiedziana jest w dziwny, senny i nieco nierealny sposób. Niby wszystko gra, a chemii brak.. 
Nie mogę nie docenić tej powieść, lecz obawiam się, że nie zostanie ona we mnie na dłużej. Nie sprawia, że o niej myślę, nie powoduje niepokoju, nie zostawia śladu. Dodam jeszcze, że niegdyś widziałam również ekranizację tej książki. Miałam w stosunku do niej dokładnie takie same uczucia - miałam problem z przypomnieniem sobie, że widziałam ten film. Tak niestety czasem bywa. Czy warto ją czytać? Zdecydowanie! Jednak namawiać nie będę - decyzja należy do Was.

Jeffrey Eugenides, Przekleństwa niewinności, Znak, 2013