books on my mind: Nadia Szagdaj "Kroniki Klary Schulz. Sprawa Pechowca"

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Nadia Szagdaj "Kroniki Klary Schulz. Sprawa Pechowca"


Swego czasu z wielką przyjemnością czytałam umiejscowione w Breslau książki Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku. Przyznaję, że do przeczytania Książki Nadii Szagdaj skłoniło mnie pewne podobieństwo do książek o Mocku i moja miłość do kryminałów retro. Niestety, bardzo się rozczarowałam.
Będąc dzieckiem Klara Schulz widziała, jak gwałcono i mordowano jej matkę. Mimo, iż mąż ofiary był policjantem, to nigdy nie rozwiązano zagadki tego morderstwa. Klara postanowiła, że zostanie policjantką i odnajdzie morderców matki. Pod okiem ojca przeszła gruntowne przygotowanie kondycyjne. Jakież było jej rozczarowanie, kiedy okazało się, że w policji może być jedynie sekretarką. W związku z tym Klara wychodzi za mąż za szanowanego kariologa i wkrótce zostaje matką. Jednak jej marzenia o szukaniu przestępców nie znikają - postanawia zostać prywatnym detektywem. Kiedy podczas spektaklu operowego na scenie ginie jego gwiazda, Klara podejmuje się śledztwa. Czy uda się jej rozwiązać zagadkę?Kto morduje muzyków z Breslau?
Szczerze mówiąc to czytając tę książkę trochę się wynudziłam. Niby temat ciekawy, tło również - gotowy przepis na sukces. To się jednak w tym przypadku nie sprawdziło. Przede wszystkim strasznie irytowała mnie Klara. Nadmiernie kochliwa, o mentalności nastolatki. Każda para spodni w okolicy powodowała u niej szybsze bicie serca. Jej kochający, przystojny i bogaty mąż ma kiepskie wyczucie, zostawiając zmienną, jak pogoda listopadowa żonę samą w domu i wyjeżdżając na czas śledztwa. Jakież szczęście, że Klara miała wsparcie w przyjaciołach - oczywiście przystojnych, wybitnie zdolnych i niezwykle inteligentnych mężczyznach. Jeden z nich - psychiatra - tworzy profile psychologiczne sprawców - mimo, iż profilowanie kryminalne stało się metodą wykorzystywaną w pracy policji  sporo później (chociaż teoretyczne prace nad nim już rozpoczęto, więc może miał duszę odkrywcy). Do tego Klara wszędzie przedstawia tego pana jako swojego psychiatrę. chodzi z nim na imprezy i zupełnie nie przejmuje się przy tym jego żoną. Klara ma skłonność do nadużywania alkoholu i całkiem nieracjonalnych zachowań. Ma wszystkie te cechy, które drażnią w stereotypowym wizerunku kobiety detektywa. 
Sama zagadka jest całkiem niezła. Trudno ją rozwiązać, tym bardziej, że w trakcie śledztwa Klara z przyjaciółmi całkowicie odrzucają motyw ezoteryczny. Nie wiem, jak to ma się do zakończenia, bo w mojej ocenie motyw jest jak najbardziej ezoteryczny. No ale to drobiazg, wiele innych nieścisłości zastanawiało mnie w trakcie czytania dużo bardziej. 
"Sprawa Pechowca" to pierwsza część przygód Klary Schulz. Mam nadzieję, że autorka rozwinie swój warsztat i kolejne książki będą zdecydowanie lepsze. Nie wiem, czy zdecyduję się na przeczytanie ich, chociaż znając mnie, to całkiem możliwe. Tak więc nie pozostaje mi nic innego, niż trzymanie kciuków za panią Nadię Szagdaj. 

Nadia Szagdaj, Kroniki Klary Schulz. Sprawa Pechowca, Bukowy Las, 2013

20 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś zdecydowanie lepszego, a może nie lepszego tylko dojrzalszego, o tak to dobre słowo. Ale i tak bym przeczytała, coś mnie do niej ciągnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, mam nadzieję, że Klara dojrzeje ;)

      Usuń
  2. Jestem skłonna dać szansę tej książce. Przypuszczam, że kolejne książki będę lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie mam nadzieję, ze kolejne będą lepsze. Mam masochistyczną czasem potrzebę czytania kolejnych tomów :D

      Usuń
  3. Tak jak awiola, dałabvym tej książce szansę.
    A tak nie na temat, Małgosiu, nie wiesz czy w tym roku będą w Szczecinie targi książki? Bo szukam informacji ,ale nic nie znalazłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zeszyłm roku ograniczyły się do stoisk w Galaxy. Jeśli tylko coś usłyszę, to dam Ci znać. Ale wiem o innych fajnych książkowych imprezach. Teraz np. będzie kiermasz książki używanej :)

      Usuń
  4. Ostatnio kryminały retro coraz bardziej mi się podobają. Mimo Twoich zastrzeżeń miałabym ochotę, żeby sięgnąć po tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj i daj znać, jak się podobało :)

      Usuń
  5. Oj, do tej pory czytałam same zachwyty... jeszcze się nie będę spieszyć z jej kupnem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, spokojnie może poczekać. Może kiedyś sobie z biblioteki pożyczysz ;)

      Usuń
  6. A ja... raczej odpuszczam. Nie gustuję w kryminałach retro, a już na pewno nie w ... nudnych :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszystko byleby nie nudna książka :)

      Usuń
  7. Mnie Krajewski zniechęcił już przy pierwszym podejściu. Od tego czasu unikam retro kryminałów polskich autorów ;) Kiedyś trzeba będzie się przemóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? A mnie ten mroczny Mock zachwycił. No pani Schulz mroczna nie jest. Odpuść sobie :)

      Usuń
  8. Kryminał nie jest moją bajką. Dopóki nie trafiłem na Henninga Mankella i jego Kurta Wallandera. Krótko przeżywałem fascynację horrorami. Z S. Kinga przeczytałem tylko "Dallas '63". Kilka jego książek zacząłem czytać, ale później odszedłem od nich. Za Krajewskiego chętnie sie zabiorę, tym bardziej, że o ile mam okazję chętnie uciekam w kąty Wrocławia/Breslau. Wkrótce na moim blogu pewnie pojawi się post o wrocławskim gotyku?

    OdpowiedzUsuń
  9. Pozwoliłem sobie link do Twego blogu umieścić u siebie na "historia i ja". Warto Ciebie odwiedzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie poczytam o wrocławskim gotyku. Bardzo się cieszę, że zdecydowałeś się na umieszczenie odnośnika do mojego bloga. Dziękuję :)

      Usuń
  10. Przyznam szczerze, że byłam bardzo zainteresowana tą książką odkąd zobaczyłam ją w recenzjach. Teraz jednak nachodzi mnie refleksja, czy warto po nią w ogóle sięgać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnąć warto. Może akurat Ci się spodoba :)

      Usuń
  11. o, a po pierwszym zdaniu chciałam ją przeczytać!
    co prawda samego mocka nie lubię, za to lubię breslau.
    a teraz- już sama nie wiem...

    OdpowiedzUsuń