books on my mind: Robert Cichowlas "Wylęgarnia"

wtorek, 25 czerwca 2013

Robert Cichowlas "Wylęgarnia"


Kiedy byłam nastolatką, to pasjami zaczytywałam się w horrorach. Szczególną sympatię miałam dla twórczości Grahama Mastertona. Nawet teraz, po latach nadal mam słabość do opowieści grozy. Wprawdzie krwawe horrory zamieniłam na thrillery, ale prawda jest taka, że nadal lubi się bać. Z wielką przyjemnością zabrałam się za lekturę książki Roberta Cichowlasa.
"Wylęgarnia" to zbiór opowiadań. Każde z nich straszy inaczej. Mamy tu wszystko: zjawy z Cytadeli, duchy w hotelu, ożywianie zmarłych, duch seryjnego mordercy, nawiedzony obraz, brutalnych kosmitów, upiorny pociąg, koszmary w związku i wiele więcej. Każde z nich jest inne - jedne podobały mi się bardziej, inne mniej, niemniej jednak trudno powiedzieć, że któreś z nich jest słabe. Każde jest przemyślane i dopracowane. Pisząc w gatunku horror trudno uniknąć kiczu, czy przesady. Opowiadania Roberta Cichowlasa świetnie się bronią. Są wyważone i dopracowane. Widać w nich momentami nawiązania do znanych nam już filmów, czy książek, jednak mimo początkowej inspiracji, każdy temat autor wyprowadził po swojemu, w swoim stylu. Każdemu nadał swój charakter.
Nie jestem fanką opowiadań - te które uważam za dobre, to moim zdaniem zmarnowały potencjał na świetną książkę. Rozumiem, że niektórzy wolą takie krótsze formy i jeśli do tego lubią się bać, to "Wylęgarnia" jest stworzona dla nich. Niektóre opowiadania były na tyle sugestywne, że skłoniły mnie do próby poszerzania wiedzy. Miałam nadzieję, że nawiedzony hotel istnieje i mamy do czynienia z legendą miejską. Przyznam, że byłam trochę rozczarowana. 
Wielkim plusem "Wylęgarni" był brak sztampowości. Opowiadania były zróżnicowane, autor nie posługuje się schematem. Widać oczywiście elementy, do których ma słabość, ale nie rzucają się one w oczy. Każde z opowiadań jest inne. Podoba mi się to, że nie kończą się one krwawą jatką. Autor świetnie opanował subtelne pokazywanie koszmaru. Nie musi podpierać się dosłownością. Bawi się niedopowiedzeniem i sugestią. Jednak kiedy trzeba potrafi mocno wstrząsnąć czytelnikiem. 
Nie znałam wcześniej twórczości Roberta Cichowlasa. Teraz jestem do niej bardzo pozytywnie nastawiona i chętnie przeczytam inne książki tego autora. Oczywiście wolałabym "pełnowymiarowe" powieści, w opowiadaniach nie czuję się najlepiej. Wierzę, że pomysłowość pana Roberta jeszcze nie raz nas zaskoczy. Jego wyobraźnia nie ma granic. 
Mówiąc o "Wylęgarni" nie można nie wspomnieć o tym, jak jest wydana. Ma nietypowy, kwadratowy format i ciekawą okładkę. Muszę przyznać, że bardzo mi się to wydanie podoba, a ładne wydanie zwiększa przyjemność czytania.
A i jeszcze jedno - nie sposób nie zachwycić się nazwiskiem pana Cichowlasa. Czyż język polski nie jest piękny?

Robert Cichowlas, Wylęgarnia, Wydawnictwo Forma, 2013
Recenzja dla SzczecinCzyta.pl

18 komentarzy:

  1. To jedyna książka tego autora, której nie czytałam.Zupełnie nieźle pisze, ale bardziej przemawia do mnie Darda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno mi ocenić. To są opowiadania, a wolę jednak powieści :)

      Usuń
  2. Nie znam twórczości tego autora o ciekawym nazwisku, ale jako fanka grozy chętnie się z nią zapoznam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez nie znałam, a warto było poznać :)

      Usuń
  3. Też lubię się bać :) w domowym zaciszu, z książką na kolanach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowiadań nie lubię, ale dobry horror bardzo bym chciała przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taki własnie problem z opowiadaniami, że mało ludzi je lubi :)

      Usuń
  5. Ja w zasadzie zaczęłam czytać dzięki horrorom/powieściom grozy (pomijam lektury, bo to były klasy 1-3, więc raczej każdy się z nimi zapoznawał, zresztą objętościowo to były książeczki). Nudziło mnie wszystko inne i pielęgnowałam w sobie filozofię „po co czytać, jeśli nie będę się bać?”. Teraz jest zupełnie inaczej i ostatnio nawet wokół Kinga chodziłam jakiś miesiąc, by w końcu sobie odpuścić. I tak, też nie przepadam za opowiadaniami, więc mimo że recenzję czytało się przyjemnie, o „Wylęgarni” prawdopodobnie szybko zapomnę. Mimo pięknego nazwiska. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to jest spory wybór strasznych książek dla maluchów, dlatego też mój syn już teraz lubi się bać. Do tego marzy o tym,żeby zostać Voldemortem :D

      Usuń
  6. Uwielbiam zbiory opowiadań, więc i do tego nie musisz mnie specjalnie przekonywać. Wielkie dzięki za podsunięcie kolejnego tytułu do mojej listy "must have"! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jednak są osoby, które lubią opowiadania! Bardzo sie z tego powodu cieszę :)

      Usuń
  7. Za horrorami nie przepadam, ale moze kiedys, jak wpadnie mi w rece (nazwisko z pewnoscia zapamietam ;P).

    OdpowiedzUsuń
  8. też miałam wielką fazę na Mastertona, ale niektóre z jego historii były naprawdę dziwne, a niektóre nawet chore i niedorzeczne ;) o Wylęgarni nigdy nie słyszałam, za to z sympatii do opowiadań chętnie na nie zerknę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masterton jest nierówny - raz pisze świetnie, raz strzela gniota. Nigdy nie wiadomo na co się trafi :)

      Usuń