books on my mind: Mariusz Ziomecki "Mr. Pebble i Gruda"

poniedziałek, 25 marca 2013

Mariusz Ziomecki "Mr. Pebble i Gruda"



Miłość nie służy tylko celom swoim, 
Rozkosz jej własna nic dla niej nie znaczy;
Innych obdarza hojnie swym spokojem
I umie Niebo wznieść w Piekieł rozpaczy.
Tak zaśpiewała drobna Grudka Gliny, 
Gdy tratowały ją racice stada;
Lecz Kamyk w strudze pośrodku doliny
Piosnką w tym samym rytmie odpowiada:
Miłość chce służyć tylko celom swoim
Rozkosz swą własną z cudzych cierpień klei:
Innych zaraża swoim niepokojem
I umie Piekło wznieść w Niebios nadziei.

William Blake "Grudka i Kamyk"

O książce "Mr. Pebble i Gruda" Mariusza Ziomeckiego pierwszy raz przeczytałam na blogu Czas odnaleziony. Już wtedy wiedziałam, że ją przeczytam. Dlatego też grzecznie ustawiłam się w bibliotecznej kolejce. Po odczekaniu odpowiednio długiego czasu, w końcu przyniosłam ją do domu. W tej książce zachwyca wszystko. Jest objętościowo spora - 900 stron robi wrażenie. Do tego ma piękną okładkę. 
Mr. Pebble mieszka w małym amerykańskim miasteczku. Wykłada  na miejscowym uniwersytecie. Czasem pisuje wiersze. Ma przyjaciół, którzy wspierają go i pomagają w opiece przy synu Antonim. Chłopiec jest wyjątkowy. Pięknie śpiewa, ma słuch absolutny. Jest sawantykiem. To właśnie sprawia, że pan Pebble osłania go przed światem kloszem. Gdzie jest matka Antoniego? Popełniła samobójstwo. To właśnie po jej śmierci znany polski poeta Jan Kamyk decyduje się na porzucenie swej przeszłości, zmianę nazwiska i rozpoczęcie z synem nowego życia. Unika wszelkich kontaktów z Polską. Jedyną osobą, z którą czasem zgadza się rozmawiać jest jego siostra Zosia. Niestety przeszłość upomina się o Jana. Będzie musiał on stawić czoła tajemnicy śmierci swojej żony Marietty. Po latach John Pebble/Jan Kamyk wraca do Polski. 
Książka jest niezwykłą podróżą po powojennej historii Polski. Jest jak szkatułka, w której znajdujemy coraz to nowe opowieści. Nie są uporządkowane chronologicznie, często zazębiają się, nachodzą na siebie. Poznajemy niezwykłą rodzinę Jana Kamyka, jego przyjaciół i w końcu Mariettę - postać dziwną, wielowymiarową i przyznaję momentami irytującą. W tej powieści znajdziemy opowieści, których w każdej rodzinie jest z pewnością wiele. Wszystko to łączy się w jedną całość - w historię niezwykłej miłości - takiej która potrafiła dodawać skrzydeł, aby za moment zabrać na dno piekła. Jak w wierszu Williama Blake'a "Grudka i kamyk", który Jan Kamyk poleca na największe miłosne cierpienie. 
W książce Mariusza Ziomeckiego mamy do czynienia z całym szeregiem postaci. Każda z nich ma swoją historię, każdą z nich możemy zrozumieć. Tym bardziej, że poznajemy je praktycznie od dzieciństwa. Najdłużej z opowiedzeniem swojej historii czekał ojciec Marietty - Ryszard Cebula.  I chyba on jest w tej opowieści postacią najbardziej tragiczną. Każda osoba, która neguje wiarygodność wydarzeń opowiedzianych w filmie "Pokłosie" powinna tę historię poznać. 
Trudne też są relacje pomiędzy rodzicami Kamyka. I one też wpływają na życie ich dzieci. Jan Kamyk robi wszystko, żeby jego syn nigdy nie miał takich rodziców, jakich on miał. Stara się chronić Antoniego przed ich toksycznym wpływem. Ale czy słusznie? Każde z nich znajdzie własną drogę do serca chłopca. 
"Mr. Pebble i Gruda" to przede wszystkim opowieść o nadziei. Mimo, że przeszłość była mroczna i przyniosła tylko cierpienie, to przyszłość będzie taka, jaką ją stworzymy. Rozgadana, żywiołowa rodzina Kamyków potrzebowała czasu i dystansu, żeby zrozumieć, jak są dla siebie ważni, żeby móc odbudować łączące ich więzi. No i zaufanie do przyjaciół. Może nie wszystko idzie zawsze po naszej myśli, ale warto wiedzieć, że ma się koło siebie ludzi, na których zawsze można liczyć. I jeszcze jedno - miłość jest piękna, nawet jeśli jest trudna. Ale kiedy z różnych przyczyn odchodzi, to pochowanie się w grobowcu i zamykanie się na nowe doświadczenia może pozbawić nas w życiu czegoś niezwykłego. Mr. Pebble był bardzo blisko wypuszczenia z rąk czegoś niezwykłego. 
"Mr. Pebble i Gruda" jest książką wspaniałą.  Autor zabiera nas na wyprawę o przeszłości pewnej rodziny. Nie mogłam się od tej książki oderwać, a 900 stron minęły, jak z bicza strzelił. Bardzo się cieszę, że tę książkę przeczytałam.
A i jeszcze jedno - chciałabym dla mojego syna być takim rodzicem, jakim dla Antoniego był Jan Kamyk. 

Mariusz Ziomecki, Mr. Pebble i Gruda, Wydawnictwo Czarna Owca, 2011

12 komentarzy:

  1. Piękna recenzja, też "stoję" po nią w kolejce:) Cieszę się, że warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto odstać. Miłego czytania i podziel się wrażeniami :)

      Usuń
  2. Słyszałam o tej książce i mam ochotę ją przeczytać. Parę razy spotkałam się z nią w blogosferze. A dodatkowo ma śliczną okładkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ładna okładka. Zawartość też :)

      Usuń
  3. Piekna recenzja :-).

    A co to bycia takim rodzicem jak Kamyk, to od razu sie poddaje ;-)).
    Z drugiej strony - zawsze do tego idealu mozna po prostu dazyc :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - poddaję się w przedbiegach :/

      Usuń
  4. Świetna książka! Bardzo mi się podobała:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z kolei ciesze sie, ze lektura tej ksiazki ciagle przede mna:)
    Z tego co piszesz, zapowiada sie literacka uczta.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedna z niewielu książek polskich autorów, którą koniecznie chce przeczytać ;) Zbiera świetne noty, a poza tym...no dobra, przyznaje, lubię takie cegły :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam problem ze zmieszczeniem jej w torebce :)

      Usuń