books on my mind: Gustave M. Gilbert "Dziennik norymberski"

wtorek, 19 marca 2013

Gustave M. Gilbert "Dziennik norymberski"


Interesuje mnie dość wąski wycinek historii - od dojścia Hitlera do władzy, do końca wojny. Czytam wiele książek o tej tematyce. Okrucieństwo, które jest w nich opisywane jest przeogromne. Odbywało się na niespotykaną wcześniej skalę. Często zastanawiałam się nad tym, jak możliwe jest to, żeby zwykły człowiek mógł podejmować decyzję o eksterminacji milionów. Eichmann - zwykły urzędnik, który mordował ludzi, a potem wracał do domu na obiad. Jak możliwe jest planowanie zagłady całego narodu? Co sprawiło, że ludzie podążyli za ideami jednego człowieka? Wielu autorów próbowało na te pytanie odpowiedzieć. Ich odpowiedzi przypominają mi buddyjską przypowieść o słoniu i ślepcach - każdy widzi fragment, mało kto jest w stanie zrozumieć całość. 
Gustave Mark Gilbert był amerykańskim psychologiem, który pracował jako psycholog niemieckich jeńców przy Międzynarodowym Trybunale Wojskowym w Norymberdze. Była elita hitlerowskiej władzy. Przez czas procesu codziennie rozmawiał z osadzonymi. Przez 10 miesięcy osadzeniu przyzwyczaili się do jego obecności. Stopniowo zdobywał ich zaufanie, dzięki czemu otwierali się oni przed nim. Gilbert dokładnie notował każde wypowiedziane słowo. O ile to możliwe starał się nie wpływać na tok myślenia swoich podopiecznych. Jedyną większą ingerencja było rozdzielenie grupy na cztery jadalnie. Miało to na celu zniwelowanie negatywnych wpływów, jakie oskarżeni mogli wywierać na siebie nawzajem. Szczególnie istotne było odseparowanie Goeringa, który swoją dominującą osobowością wywierał wpływ na pozostałych. Szczególnie w przypadku słabszych, podatnych na wpływy osobowości, jak np. przywódca Hitlerjugend Baldur von Schirach, skutkowało to zablokowaniem ich własnych przemyśleń na temat własnej winy. Gilbert każdego dnia procesu rozmawiał z oskarżonymi, obserwował ich reakcje na akt oskarżenia, na mowy prawników, na zeznania świadków i w końcu na obrony współwięźniów. Starał się dokładnie dokumentować proces zmiany światopoglądu, zrozumienia na jakie manowce moralne wyprowadził wszystkich Hitler. Większość więźniów długo broniła się przed uznaniem winy ukochanego wodza. Jak mówił Hans Frank - naród jest jak kobieta i dał się uwieść zdecydowanej męskości Hitlera. Trudno się było spod tego wpływu uwolnić.
Bardzo ważnym elementem rozprawy było pokazanie w sądzie filmów okazujących sytuację w obozach koncentracyjnych. To był dla większości prawdziwy szok. Oczywiście trudno uwierzyć, że oskarżeni nie wiedzieli o planie eksterminacji całej rasy i zniewolenia innych. Jednak mimo wszystko dla większości z nich plany te pozostawały jedynie zapisami na papierze. Zupełnie nie łączyli tego bezmiarem tragedii, do których się przyczynili.  Ta konfrontacja z efektami własnych działań i decyzji dla wielu z nich była pierwszym momentem, w którym zobaczyli skazy na idealnym wizerunku swojego wodza. Każdy z nich zareagował inaczej. Jedni popadli w religijny fanatyzm, inni czuli na sobie ciężar odpowiedzialności, jeszcze inni negowali, czy samą zagładę, czy liczbę jej ofiar. W momencie, w którym Hitler opuścił ich, uciekając przed odpowiedzialnością, każdy z nich sam musiał zmierzyć się z własnym sumieniem. 
"Dziennik norymberski" nie daje odpowiedzi na pytania o człowieczeństwo hitlerowskich elit. Gilbert odpowiedzi na te pytanie zostawia czytelnikowi. Dostajemy w miarę wierny przekaz tego, co przez 10 miesięcy mówili więźniowie. Widzimy drogę, jaką większość z nich przeszła. Łatwo jest oceniać innych, niewiele o nich wiedząc. Dzięki Gilbertowi możemy sami wyrobić sobie zdanie o każdym z oskarżonych. Dzięki temu łatwiej też zrozumieć mechanizmy rządzące tymi ludźmi. Wiadomo, że słaba osobowość podatna będzie na propagandę, że konformiści szybko przystosują się do okoliczności, że osoby żądne władzy wykorzystają każdą okoliczność, żeby tę władzę zdobyć. Ale wśród oskarżonych byli też prawdziwi niemieccy patrioci, którzy dali się zwieść Hitlerowi. Wydawało im się, że działają dla dobra Niemiec, a kiedy zorientowali się, jak faktycznie wygląda sytuacja, było już za późno. Jedno pytanie stale pojawia się w rozmowach prowadzonych w norymberskim więzieniu - dlaczego żaden z nich nie miał odwagi po prostu podejść do Hitlera i go zastrzelić? Osoby, które organizowały spiski i zamachy, robiły to w bardzo wymyślny sposób. Dlaczego nie wybrano najprostszego rozwiązania? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy, dlatego że nikt z nas nie pozna już Hitlera osobiście. Wszyscy zgodnie mówili o jego niezwykłej, magnetycznej osobowości. To coś, czego nie odda żaden dokument, ani film. To coś, co (na szczęście) umarło razem z nim. 
"Dziennik norymberski" to niezwykły dokument, który jest świetnym uzupełnieniem wiedzy na temat Hitlera i jego świty. Każdy z oskarżonych miał swoje powody, dla których znalazł się w Norymberdze. Droga i motywacja każdego z nich była zupełnie inna. Dzięki tej książce można "wysłuchać" także ich racji. Trudno nie zgodzić się z niektórymi uwagami Goeringa dotyczącymi np Związku Radzieckiego i jego udziału w tym procesie (szczególnie z perspektywy lat). "Dziennik.." czyta się bardzo dobrze. To niezwykle interesująca lektura. Polecam ją wszystkim. 


Gustave M. Gilbert, Dziennik norymberski, Świat Książki, 2012

20 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa książka. Będę miała ją na uwadze. Samą mnie też interesuje ten temat/ Skąd w ludziach tyle bezmyślnego zła? Skąd to się bierze, ze ludzie jakby nie myśląc idą za okrutnym przywódcą i całkowicie tracą jasność myślenia. Przestają być ludźmi, stają się potworami. Jak to możliwe, ze jeden człowiek, może mieć aż taki wpływ na całe rzesze ludzi? Mam nadzieję, że książka ta trochę przybliży mi temat i da odpowiedzi na niektóre z pytań.. Choć obawiam się, że nikt nie zna na to odpowiedzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka nie daje odpowiedzi, ale pozwala poznać osoby odpowiedzialne za potworne zbrodnie i mechanizmy, jakie kierowały ich uzależnieniem od Hitlera.

      Usuń
  2. Mam ją na swojej liście "koniecznie przeczytać" od jakiegoś czasu, toteż na pewno sięgnę. Tylko pozostaje to kwestią czasu... tradycyjnie.. czas mógłby być jak z gumy :) Ten okres historii też mnie interesuje, ale ostatnio interesuje mnie tej historii coraz większy kawałek :) Jak to mawiają, apetyt rośnie w miarę jedzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od lat jestem wierna swojemu kawałkowi :) Dodam tylko, że Dziennik świetnie się czyta.

      Usuń
  3. Muszę zakupić tę książkę, bo interesuje mnie wszystko co związane z osobą wodza III Rzeszy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ta książka pozwala spojrzeć na Hitlera z zupełnie innej strony. Niezwykła jest fascynacja oskarżonych jego osobą. Miał na wszystkich hipnotyczny wpływ.

      Usuń
  4. Będąc w ciąży dokładnie rok temu zaczęłam oglądać serial dokumentalny o Hitlerze-Apokalipsa XX w. serial emitowany był na National Geographic. Od tego serialu zaczęłam coraz bardziej interesować się historią. Poszukam tej książki, bo również bardzo mnie zainteresowała..
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, muszę poszukać tego serialu. A książkę polecam :)

      Usuń
  5. "Dziennik norymberski" leży na mojej półce już od jakiegoś czasu. Twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że to książka dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że literatura wojenna to Twój konik. Czytając Twoją recenzję, przypomniałam sobie o autentycznych, czarno białych filmach, które ukazywały skalę okrucieństwa okupantów. Filmy te były dowodami na procesie Norymberskim. Oglądając je (mam je nadal na dysku) nie mogłam uwierzyć, że to się działo naprawdę. Pamiętam jak byłam w szoku. Książkę w przyszłości przeczytam na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taki film o gettcie. Kręcony przez Niemców, niemy. Ta cisza, która mu towarzyszy, jest przerażająca.
      A filmy, o których mówisz muszę zobaczyć.

      Usuń
  7. Brzmi bardzo interesujaco, chociaz watpie, zebym przeczytala... ale tytul zapamietam, na wszelki wypadek ;-)).

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chodzi o kwestię niemiecką w czasie wojny ciężko jednoznacznie przypisać temu narodowi konkretną opinię. Wielu Niemców było patriotami, którzy idąc ślepo za ideami Hitlera wierzyli, że czynią to dla ojczyzny i poniekąd także byli ofiarami tej wojny. Jednak chyba większość z nich była fanatykami wierzącymi w wyższość tak zwanej "rasy panów". Wojna stworzyła warunki, by mogli wyznawać swoje zasady, a owe zasady stworzyli przecież sami. Pytanie: dlaczego? I drugie, odwieczne: unde malum? Twoja recenzja zainteresowała mnie opisywaną książką. Jak będę miała okazję to chętnie ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojna zawsze wyzwala w ludziach instynkty - w jednych najgorsze, w innych rodzi bohatera. Bardzo interesuje mnie dokładnie to, o czym piszesz - Skąd zło?

      Usuń
  9. Też chętnie sięgam po książki z okresu dojścia Hitlera do władzy, jednak wybieram raczej te pisane z punktu widzenia ofiar. Nie jestem w stanie słuchać tłumaczeń Niemców, którzy "nie widzieli i nie słyszeli", co się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko rola ofiary jest moralnie prosta, a mnie interesuje właśnie ta druga strona.

      Usuń
  10. na rynku rodzimym jest wiele interesujących pozycji traktujących o tym okresie. Z pewnością znajdziesz coś interesującego dla siebie.

    OdpowiedzUsuń