books on my mind: Vladimir Nabokov "Pnin"

poniedziałek, 26 marca 2012

Vladimir Nabokov "Pnin"



Za Nabokova zabierałam się z „jaką taką nieśmiałością”. Pewna zaprzyjaźniona miłośniczka tego pisarza na początek poleciła mi „Pnina”. Przyznaję, że bałam się skonfrontować swoją ocenę z opinią mojej doświadczonej przewodniczki po Nabokovie.
„Pnin” jest podobno jedyną książką Nabokova, która podoba się wszystkim. Jestem potwierdzeniem tej teorii. Mnie także podobała się ta książka.
Tytułowy Pnin jest rosyjskim profesorem, który wykłada język rosyjski  na amerykańskim Uniwersytecie Waindell. Timofiej Pnin jest niezwykle uroczym, nieco niezgrabnym i rozbrajającym starszym panem. Ma bardzo niepraktyczną specjalizację i okoliczności zmuszają go do nauczania swojego języka ojczystego. Jego lektoraty nie cieszą się szczególnym powodzeniem. Na Uniwersytecie trzymany jest przez sentyment, jakim darzy go dziekan – doktor Hagen.
Mimo swego talentu do popadania w kłopoty (a może właśnie dzięki niemu) Pnin nie traci pogody ducha. Ten prostolinijny człowiek cieszy się sympatią wszystkich (no prawie wszystkich) ludzi, których spotyka na swojej drodze. Któż mógłby nie lubić tego uroczego fajtłapy?
No i tak można sobie „Pnina” czytać. Można potraktować go jak lekki zbiór sielskich opowiastek. Jednak moim zdaniem historia o Pninie nie jest wcale lekka. Kojarzy mi się z bardzo zranioną osobą, która nie chcąc, żeby się nad nią litowano opowiada o swoim nieszczęściu w tonie anegdoty. „Jeśli będę zabawny, to nie będę żałosny”. W życiu Pnina kryje się taka tragedia – ma na imię Lisa. Egoistyczna, bezwzględna, pozbawiona skrupułów Lisa. Nieszczęście, zguba i wielka miłość Timofieja. Pozostaje jej wierny mimo kolejnych wyskoków ukochanej. I kiedy uświadamia sobie, że umarła już wszelka nadzieja, wtedy Pnin raz zdejmuje maskę i płacze.
„Pnin” jest książką do wielokrotnego czytania. Przy pierwszym czytaniu nie jesteśmy w stanie zauważyć wszystkich szczegółów. Skupiamy się na tym, dokąd doprowadzi nas ta historia i nie kontemplujemy wszystkich szczegółów, jakimi raczy nas w niej Nabokov. I tu oczywiście mogę zgodzić się z autorem fatalnego posłowia, które zawiera mój egzemplarz książki – przy pierwszym czytaniu trudno od razu wyłapać zabawę  z przenoszeniem narracji z bezosobowej na osobową. Trudno też wyłapać wszystkie smaczki np. wiewiórkę, czy wzór na parawanie młodego Timofeja.
Nie jestem specjalistką od literatury, „Pnin” jest pierwszą książką Nabokova, którą czytałam. Jestem jednak zdania, że literatura jest do czytania, a nie do rozkładania na czynniki pierwsze. Nie wiem, czy Nabokov bawi się konwencją, czy kpi z czytelnika. Wiem, że „Pnin” może bawić, może wzruszać, może docierać do innych emocji czytelnika. Taka chyba jest rola książki. Rozkładanie na części, w jakie bawią się specjaliści od literatury kojarzy mi się z „rozkładaniem” na części pierwsze obrazów, które z założenia mają grać na emocjach. Gdybym była Nabokovem, to uznałabym te wszystkie zabiegi za bardzo zabawne. No ale Nabokovem nie jestem.

Vladimir Nabokov, Pnin, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1987

7 komentarzy:

  1. Zanim przystąpiłem do "Pnina" przeczytałem krótką powieść "Oko". Główny bohater, rosyjski emigrant, ma poważne problemy z własną tożsamością. Nie będę zdradzał szczegółów, ale książka również warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za polecenie. Nie jestem fanką książek o problemach z tożsamością, ale spróbuję :)

      Usuń
  2. Chyba wszystkie ksiazki Nabokova sa ksiazkami wielokrotnego czytania - ja w kazdym razie czuje sie za kazdym kolejnym razem, jakbym czytala je po raz pierwszy ;-)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kwestia zauważania kolejnych szczegółów

      Usuń
  3. Ja również co jakiś czas wracam do jego książek. Zawsze coś nowego w nich odnajdę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, zdecydowanie moje klimaty! Tej książki Nabokova nie znam-z wielką chęcią po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń