Przyznaję, że lubię się bać. Jako nastolatka byłam fanką horrorów, teraz, jako kobieta w dość statecznym wieku, raczej wybieram thrillery. Napisać dobrą książę, taką która nieźle przestraszy czytelnika jest trudno. Ten rodzaj literatury dzieli dość cienka i łatwa do przekroczenia granica, za którą zamiast straszyć autor rozbawia czy zniesmacza. Trudno jest zaskoczyć czytelnika, który widział i czytał już prawie wszystko. Książkowe straszydła bywają oklepane, a zbudowanie prawdziwego klimatu grozy jest prawdziwą sztuką. Dlatego też bardzo cieszę się, że coraz więcej polskich autorów świetnie znajduje się w tym gatunku. Coraz częściej na okładkach przeczytać możemy dopisek "powieść grozy".
Pewnej deszczowej i ponurej nocy poznański optyk Tomasz jedzie samochodem przez położone w pobliży Zielonej Góry lasy. Przy drodze widzi przemoczoną, zziębniętą dziewczynę. Wprawdzie nie podwozi autostopowiczów, jednak tym razem robi wyjątek i podwozi milczącą kobietę do pobliskiej wsi Wilki i tam wysadza. Kobieta odchodzi, a zdumiony Tomasz znajduje na siedzeniu wisiorek. Chcąc oddać go właścicielce, wyrusza za nią do pobliskiego lasu. I tak trafia do opuszczonego pałacyku, który robi na nim ogromne wrażenie. Już następnego dnia optyk postanawia postawić wszystko na jedną kartę - kupić budynek, odremontować go i stworzyć w nim luksusowy hotel. Wkrótce dowie się, że z tym miejscem wiążą się ponure legendy i co gorsze, wydaje się, że są one prawdą.
Po książkę Łukasza Henela sięgnęłam zachęcona pełnymi zachwytów recenzjami jego innej powieści "Szkarłatny blask". Niestety bardzo się rozczarowałam. Sam pomysł na fabułę jest całkiem niezły. Podobała mi się także koncepcja zakończenia. Mimo tego, całość nie porywa. Budowanie nastroju to trudna sztuka, a w tej powieści nastrój można porównać do teatralnej dekoracji - są wszystkie elementy - stary pałac, stukające duchy, tragiczne śmierci i straszne legendy. Jednak wszystko to jest sztuczne. Nie udało się stworzyć wiarygodnego procesu narastającego wokół bohatera szaleństwa. Postacie są papierowe, mało wyraziste. Zastanawiam się, kim jest Tomasz. Jest słaby, rozchwiany i infantylny. Nie wyciąga wniosków, nie uczy się na błędach. Może jego postępowanie byłoby bardziej zrozumiałe, gdyby lepiej oddano magnetyczne przyciąganie pałacu? Albo gdyby lepiej uzasadniono taką, a nie inną osobowość bohatera. Autor czynił nieśmiałe wstawki w postaci wydarzeń z przeszłości Tomasza, jednak czynił to w taki sposób, że nie łączyły się one z fabułą, nie miały z nią związku, były oderwane od całości. Jednym słowem były zbędne.
Łukasz Henel nie ma lekkiego pióra. Jest to szczególnie widoczne w pierwszej części powieści. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, a styl pisania przypomina zapiski z pamiętnika nastolatka. Nie tworzą one opowieści, a sprawozdanie. Czytanie tego jest bardzo męczące. W drugiej części książki jest o niebo lepiej - albo autor się rozkręcił, albo ja się przyzwyczaiłam do stylu.
Jestem rozczarowana lekturą powieści "On". Sam pomysł jest niezły, ale teraz mam wrażenie, że zmarnowano jego potencjał. Pewnie przeczytam jeszcze ten chwalony przez blogerów "Szkarłatny blask", lecz podejdę do niego już z mniejszym entuzjazmem. Może w ten sposób uniknę rozczarowania, a może i dam się autorowi miło zaskoczyć.