books on my mind: Darda Stefan
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darda Stefan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darda Stefan. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 października 2012

Stefan Darda "Czarny Wygon. Słoneczna Dolina"


Niedawno czytałam książkę Stefana Dardy "Dom na Wyrębach". Bardzo mi się ta książka podobała, dlatego ucieszyłam się, że w mojej bibliotece dostępne są dwie części "Czarnego Wygonu" tego autora. Pierwszy tom nosi tytuł "Słoneczna dolina". Wbrew tej nazwie, w książce mało jest słońca. 
Adam Nawrot, warszawski dziennikarz, zgłasza na policji zaginięcie swojego redakcyjnego kolegi Witolda Uchmanna. Witek dostał nowy, bardzo interesujący temat na artykuł i wyjechał na kilka dni do Roztocza. Kiedy minął termin, w którym Witek miał wrócić do Warszawy,  tajemniczy człowiek przynosi do redakcji adresowaną na Adama kopertę. W środku znajdują się zapiski Witka dotyczące wydarzeń, które miały miejsce w Guciowie, gdzie Witek spotkał się ze swoim informatorem - Krzysztofem Piaseckim.
Witek zatrzymał się w niezbyt chętnie odwiedzanym przez gości zajeździe Janka Stanisławskiego. Gospodarz zaproponował Witkowi wspólną degustację alkoholu. Podczas picia opowiedział dziennikarzowi historię sąsiedniej wsi o nazwie Starzyzna. Pewnego dnia cała wieś, wraz z mieszkańcami po prostu zniknęła. Miejsce, na którym niegdyś stała wieś cieszy się ponurą sławą wśród miejscowych. Do tego we wsi pojawił się "upiór z Guciowa" - dziwny osobnik, atakujący zwierzęta i ludzi. 
Następnego dnia Witek spotykał się ze swoim informatorem. Krzysztof jest bardzo dziwny. Nie udziela Witkowi żadnych informacji. Wręcza mu stary brulion i mówi, ze porozmawiają, kiedy dziennikarz zapozna się z jego treścią. Wkrótce zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a absurdalne wydarzenia opisane w notatniku Krzysztofa przeplatają się z teraźniejszością. 
Początek "Starzyzny" jest dość skomplikowany. Mamy tu człowieka, który czyta w notatkach o człowieku, który czyta w notatkach. To zamieszanie powoduje, ze przez wstęp brnęło mi się średnio. Kiedy już w końcu autor rozwinął akcję, nie mogłam się od tej książki oderwać. Wielkim plusem "Słonecznej Doliny" jest przemyślana od początku do końca fabuła i tajemnica. Nie ma tu już rażących w "Domu na Wyrębach" nagłych zmian koncepcji. Wszystko jest na swoim miejscu i od początku do końca tworzy spójną całość. Minusem tej książki w stosunku do "Domu na Wyrębach" jest wtórność. Mamy tu podobnego bohatera, który ma podobnego przyjaciela.Chłopaki tak samo znikają/umierają, zostawiając po sobie obszerne notatki i wyjaśnienia. Oczywiście zagadka w obu przypadkach jest inna, ale np. sposób komunikacji ze zjawami zostaje dość podobny. Do tego wszystkiego "Słoneczna Dolina" pozbawiona jest tego, co w "Domu na Wyrębach" ujęło mnie najbardziej - detali, szczegółów, drobiazgów. Bohater "Domu" - Marek Leśniewski  chwycił mnie za serce, poczułam z nim bliskość. Niestety ta sztuka nie udała się ani z Witkiem, ani z Rafałem. "Słonecznej Dolinie" brakuje klimatu i uroku tej debiutanckiej powieści Dardy. Przyznaję, że "Dom na Wyrębach" podobał mi się bardziej. 
Mimo minusów książka "Czarny Wygon. Słoneczna Dolina" podobała mi się. Mam do przeczytania jeszcze drugą część i z pewnością zaraz po nią sięgnę. Mam nadzieję, że Stefan Darda połączył w niej przemyślaną fabułę "Słonecznej Doliny", z klimatem i urokiem "Domu na Wyrębach". Jeśli tak się stało, to Stefan Darda zostanie jednym z moich ulubionych polskich pisarzy. Mam nadzieję, że tak będzie. 


Stefan Darda, Czarny Wygon. Słoneczna Dolina, Videograf II, 2008

piątek, 21 września 2012

Stefan Darda "Dom na wyrębach"



Lubię horrory, chociaż Polacy w ich tworzeniu raczej nie przodują. Ostatnio, pod jednym z wpisów Honorata poleciła mi książki Stefana Dardy. Nie słyszałam o nim wcześniej, chociaż teraz doczytałam, że jego "Dom na wyrębach" był szeroko komentowany na blogach książkowych. Mi jakoś ten autor umknął i nie znałam go. Jako, że opis książki wydał mi się bardzo interesujący, to wypożyczyłam go z mojej biblioteki. 
Okładka mówi bardzo wiele o treści książki (można ją spokojnie nazwać spoilerem ;)). Wykładowca prawa z Uniwersytetu Wrocławskiego Marek Leśniewski ma poukładane życie - piękną żonę, wielkie mieszkanie, teścia rektora i ciepłą, uniwersytecką posadkę. Wszystko to znika, kiedy Marek zostaje złapany w niedwuznacznej sytuacji ze swoją młodziutką studentką. Nagłe zawalenie się dotychczasowego życia nasz bohater traktuje, jak szansę na realizację młodzieńczych marzeń - kupuje chatę na pustkowiu.Planuje tam wieść spokojnie  życie, przerywane czasem wypadami do pracy, na uniwersytet w Lublinie. Marek przypomina sobie o zarzuconym dawno temu hobby - fotografowaniu ptaków. Wyręby wydają się być idealnym miejscem do realizowania takich pasji.
Marek ma w okolicy tylko jednego sąsiada. Jest nim mrukliwy Antoni Jaszczuk. Cieszy się on w okolicy bardzo złą sławą. Krążą plotki o tym, że przed laty zabił swoją narzeczoną, ale jego ojciec, wysoki rangą działacz partyjny, wybronił go przed więzieniem. Mężczyzna wyraźnie unika kontaktu z nowym sąsiadem. Do tego okazuje się całkowitym dziwakiem - w oknach jego domu przez całe noce widać światło świecy.
Okolica jest cudowna, remont domu Marka przebiega zgodnie z planem, kontakty z przyjacielem z dawnych lat prof. Hubertem Kosmalą są bardzo udane, a i w życiu uczuciowym coś się zmienia. Jednak sytuacja zmienia się, kiedy w domu na Wyrębach pojawia się tajemnicza kobieta, której towarzyszy wołanie puszczyka..
"Dom na Wyrębach" bardzo mi się podobał. Nie z powodu wyrafinowanej fabuły - mam jej sporo do zarzucenia. Przede wszystkim wprowadzanie bardzo interesujących, ale kompletnie niewykorzystanych później elementów np. starego cmentarza, tajemniczej, zniszczonej wioski, mrocznego lasu, czy ruin starych chat. Wszystko to zapowiadało bardzo fajną historię, z elementami mrocznej tajemnicy. Jednak wygląda na to, że autor, po napisaniu połowy książki zmienił nagle zdanie w kwestii zakończenia. Wybrał wersję dość banalną i niezbyt ciekawą. Oczywiście, bardzo cieszę się, że zdecydował się oprzeć swoją powieść na wierzeniach rodzimych, ale lepiej byłoby, gdyby tę decyzję podjął na początku książki, a nie w połowie. Fabuła ma słabe punkty, ale to, co mi się w niej bardzo podoba, to klimat, jak udało się stworzyć Stefanowi Dardzie. To jak opisał proces przeprowadzki i asymilacji Marka w nowym środowisku, opisy okolicy i zachwytu mieszczucha wiejskim życiem, jest mi bardzo bliskie. Mam coś wspólnego z bohaterem tej książki, ja także doceniłabym taki dom na pustkowiu.
"Dom na Wyrębach" to debiut Stefana Dardy. Moim zdaniem ma on spore zadatki na tworzenie fantastycznych powieści. Jego fabuła trochę kuleje, ale ma dar, który bardzo cenię - potrafi wciągnąć czytelnika w kreowany przez siebie świat. To właśnie może go łączyć z wymienianym na okładce Stephenem Kingiem. Jego bohater jest człowiekiem z krwi i kości. Zachowuje się tak, jak pewnie w tej sytuacji zachowałby się każdy z nas, a to sprawia, że staje się on czytelnikowi bardzo bliski.
Bardzo chętnie przeczytam kolejne książki tego autora. Już zamówiłam w bibliotece obie części "Czarnego Wygonu". Pewnie zniknę z nimi na dłuższą chwilę, bo od "Domu na Wyrębach" oderwać się  nie mogłam.

Stefan Darda, Dom na wyrębach, Videograf II, 2008