books on my mind: Cabre Jaume
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cabre Jaume. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cabre Jaume. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2013

Jaume Cabre "Wyznaję"


Są czasem takie książki, z którymi od pierwszego wejrzenia łączy nas jakaś więź. Od pierwszego spojrzenia na okładkę, wiemy, że musimy ją przeczytać. Do tej miłości nie jest potrzebny nawet okładkowy opis od wydawcy. Wiemy i już. Z powieścią "Wyznaję" połączyła mnie taka właśnie magiczna więź. Ale z książkami jest jak z ludźmi - czasem zauroczenie mija i zostaje wielkie nic, a czasem pierwsza chemia zamienia się w coś trwałego. A jak było w tym przypadku?
Trudno jest opisać fabułę tej książki. Jest to zapis wspomnień umierającego Adriana Ardevola. Choroba niszczy jego mózg, a prawdziwe wspomnienia mieszają się z fantazją. Adrian jest genialnym lingwistą, zna wiele języków, jest fenomenalnym filozofem, historykiem, wszechstronnym humanistą, muzykiem, pisarzem. Jako dziecko nie zaznał miłości. Zdystansowana matka i wiecznie podążający za kolejnymi zabytkami ojciec - właściciel antykwariatu, nie okazywali mu uczuć. Dla rodziców był tylko kolejnym  eksponatem w kolekcji. W domu rodzinnym Adriana nie było miłości ani ciepła, były za to piękne przedmioty. To one stanowiły personifikację wszelkich uczuć. Najpiękniejszym z nich były wspaniałe, zabytkowe skrzypce, noszące własne imię Vial. Skrzypce te stanowiły przedmiot pożądania. Kiedy się na nich grało, dawały szczęście, ale potrafiły też przynieść śmierć.
W takim właśnie świecie dorastał Adrian. Nic nie czuł do matki i bardzo chciał być inny, niż jego owładnięty pasją zdobywania cennych zabytków ojciec. Z czasem jednak ta niechciana miłość, ta pasja wyszukiwania, zdobywania dotyka i jego. Staje się jego nałogiem. Miłość do przedmiotów momentami jest silniejsza niż przyjaźń, czy nawet miłość do ukochanej Sary.
"Wyznaję" ma być wiernym zapisem wspomnień chorego na chorobę Alzheimera człowieka. Narracja cały czas się zmienia - raz jest pierwszoosobowa, raz trzecioosobowa. Opowiadane historie mieszają się ze sobą, zmieniają się bohaterowie. Inkwizytor zmienia się w faszystowskiego lekarza, zakon w obóz koncentracyjny. Zdania urywają się w połowie, nie są zakończone wielokropkiem. Brak tu chronologii, zdarzenia mieszają się ze sobą. Początkowo trudno jest znaleźć w tym chaosie jakiś sens. Jednak nadchodzi moment, kiedy wszystkie klocki wskakują na swoje miejsce. Nagle wszystko staje się jasne i klarowne.
Czy mogę powiedzieć, że ta powieść mnie zachwyciła? Nie do końca. Brak jej czegoś. Czuję się trochę rozczarowana. Oczywiście, przeczytałam ją z przyjemnością, jednak z mojego zauroczenia nic dalej nie będzie. Myślę, że nie będę do niej wracała. Chociaż jest w niej coś, co mnie urzekło - proces Stwarzania Świata. Coś niesamowitego. Bardzo chciałabym móc w moim mieszkaniu zrobić coś takiego. Niestety, mój metraż pozwoliłby mi stworzyć jedynie Australię.
No dobrze, to podsumowując - "Wyznaję" to książka przyjemna dla oka i miła lektura. Czy dzieło wyjątkowe? Według mnie nie. Czy warto ją przeczytać? Tak, dla samej przyjemności lektury. Jeśli jednak zastanawiacie się, czy ją kupić, czy poczekać na bibliotekę, to radzę poczekajcie ;)

Jaume Cabre, Wyznaję,Wydawnictwo Marginesy, 2013