books on my mind: Sem-Sandberg Steve
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sem-Sandberg Steve. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sem-Sandberg Steve. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 marca 2016

Steve Sem-Sandberg "Wybrańcy"



Są historie tak przerażające, że trudno o nich mówić. Szczególnie straszne jest, kiedy lekarze - osoby zaufania publicznego -  pod płaszczykiem opieki medycznej i troski o najsłabszych, realizują makabryczne plany i pomysły fanatycznych polityków. Jak uwierzyć, że ludzie, do których rodzice chorych czy niepełnosprawnych dzieci zwracali się o pomoc dla swych pociech, bezlitośnie swych podopiecznych mordowali. Czy kompetentna i poważna przełożona pielęgniarek może masowo uśmiercać pacjentów? Czy godny szacunku i dystyngowany naukowiec może bez skrupułów przeprowadzać okrutne eksperymenty na powierzonych mu dzieciach? Jak poradzić sobie z taką traumą?
Klinika Am Spiegelgrund była częścią wiedeńskiego kompleksu szpitalnego Steinhof. Początkowo był to najnowocześniejszy w Europie szpital dla osób chorych psychicznie. Dojście nazistów do władzy i przyłączenie Austrii do III Rzeszy nieco zmieniło charakter tej placówki. Wydzielono w nim oddział dla chorych psychicznie dzieci, oddział wychowawczy, przeznaczony dla nieletnich, sprawiających problemy wychowawcze, krnąbrnych, zdemoralizowanych oraz stworzono tzw. sanatorium. Specjalnie przygotowany personel miał radzić sobie z dziećmi opóźnionymi w rozwoju, upośledzonymi, niepełnosprawnymi, ale także z tym, których pochodzenie rasowe i społecznie uznano za niepożądane. Starannie ukrywano przed opinią publiczną prawdziwe zadanie kliniki Spiegelgrund - systematyczne uśmiercanie "elementu niepożądanego", małych "wrzodów" na zdrowym organizmie idealnej III Rzeszy. 
Klinika Spiegelgrund była miejscem kaźni. Torturowano i mordowano w niej dzieci - od noworodków, po nastolatków. Szacuje się, że życie straciło tam, co najmniej 789 podopiecznych. Rodzice często oddawali tam dzieci w dobrej wierze. Byli przekonani, że doświadczony personel lepiej poradzi sobie z ich pociechami. Była wojna, czasy były trudne. Wielu mężów zginęło na froncie i samotnym matkom często trudno było pogodzić walkę o utrzymanie rodziny z opieką nad wymagającym stałych starań dzieckiem. Personel szpitala przy pierwszych spotkaniach był troskliwy i współczujący. Świetnie rozumiał rodziców i obiecywał, ze zajmie się ich dzieckiem z najwyższą troską i oddaniem. Jednak szybko rodzice przekonywali się, jak sytuacja wygląda w rzeczywistości. Nie mogli widywać swojego dziecka, ani zabrać go ze szpitala. Często w kilka tygodni po umieszczeniu syna czy córki w placówce dostawali list kondolencyjny, z którego dowiadywali się, że ich dziecko zmarło nagle na zapalenie płuc. Jaka była prawda? Dużo bardziej okrutna. Podopieczni kliniki byli torturowani. W celach badawczych przeprowadzano na nich niezwykle bolesne, niebezpieczne i zupełnie zbędne badania. W pewnym momencie nakłucie lędźwiowe było już standardem. Dzieci były bite, podtapiane w lodowatej wodzie, głodzone, poniżane, wystawiane jako eksponaty na wykładach i pokazach. Za próbę ucieczki aplikowano im zastrzyki z siarki. A wszystko to w imię dobra III Rzeszy i nauki. 
Kim byli ludzie, który dokonywali tak makabrycznych czynów? Oddane pracy, profesjonalne pielęgniarki i pełni pasji lekarze. Kiedy po wojnie dopadła ich sprawiedliwość, nie widzieli swojej winy. W czasie procesów ze zdumieniem słuchali oskarżycieli. Przecież wypełniali tylko swoje obowiązki. Niektórym z nich udało się uniknąć odpowiedzialności. Ba! Umieli wykorzystać wiedzę zdobytą podczas mordowania dzieci do zbudowania swojej powojennej kariery naukowej. 
"Wybrańcy" Sema- Sandberga to książka trudna. W sumie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Lektura poprzedniej książki tego autora "Biedni ludzie z miasta Łodzi" również nie należała do przyjemnych. Część bohaterów jest autentyczna, część z nich nie. Większość informacji na temat tego, jak w klinice traktowano dzieci autor miał od człowieka, któremu udało się przeżyć to piekło Friedricha Zawrela. Po latach milczenia na temat praktyk stosowanych w Spiegelgrund dowiadujemy się o nich coraz więcej. Napisano na ten temat wiele książek i artykułów. W 1997 roku w podziemiach budynku odkryto kilkaset ciał dzieci przerobionych na preparaty badawcze. Ofiary doczekały się pogrzebów dopiero w 2002 roku. Tożsamości wielu z nich nie udało się ustalić. 
Powieść Steva Sema-Sandberga jest nieprzyjemna i trudna. Z jednej strony można myśleć, że nie lubimy czytać o takich sprawach, bo nie chcemy się denerwować. Jednak taki sposób myślenia sprawił, że o zbrodniach w klinice Spiegelgrund przez tyle lat milczano. Przez to przemilczenie niektórym z członków personelu udało się uniknąć odpowiedzialności. Dodatkowo książka ta jest przestrogą. W "gościnne" mury kliniki mógł trafić każdy - tu nie przejmowano się, czy choroba jest rzeczywista czy nie. Dodatkowo morderstwa te miały oparcie w obowiązującym w III Rzeszy prawie. Mordercy wykonywali tylko swoje obowiązki. I tu pojawia się pytanie o relatywizm kodeksu moralnego. Czy praworządna pielęgniarka Anna Katschenka była winna czy nie? Przecież ona tylko nienagannie wykonywała swoją pracę. To też ku przestrodze. W obliczu historii łatwo zgubić swoje człowieczeństwo. 

Steve Sem-Sandberg, Wybrańcy, Wydawnictwo Literackie, 2016, s. 560

niedziela, 29 kwietnia 2012

Steve Sem-Sandberg "Biedni ludzie z miasta Łodzi"


Kiedy pierwszy raz usłyszałam o książce "Biedni ludzie z miasta Łodzi" od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać.W końcu trafiła ona w moje ręce.
Książka jest odpowiednio gruba - ma 630 stron. Na okładce umieszczono przedruk autentycznego zdjęcia z łódzkiego getta, ze zbiorów Jüdisches Museum we Frankfurcie nad Menem.
Bardzo trudno mi było czytać "Biednych ludzi..". Jest to jedna z tych książek, dzięki którym możemy poznać getto prawdziwe, a nie ułagodzoną wersję, pełną bohaterskich, bądź na wskroś złych,  czarno-białych postaci. Ludzie w książce Sem-Sandberga są realni, pełni sprzeczności, myślący głównie o sobie. Sposób, w który napisana jest ta książka męczy, przygnębia i zasmuca. Wszystko jest brudne i fizycznie i moralnie. Ta szarość przytłacza i przygniata czytelnika. Tu nawet romantyczne zrywy serca cuchną potem i węglowym miałem, a osoba, która ratuje dzieci może być jednocześnie pedofilem.
Tak w czasie wojny, jak i po niej mówiło się o radach żydowskich w gettach. Budziły one wiele kontrowersji, a ich przewodniczący mogli próbować bohatersko ratować tylu swoich towarzyszy niedoli, ilu to było możliwe lub dać się ponieść swojej pysze i żądzy władzy. Łódzki przewodniczący Judenratu - Chaim Rumkowski należał do tej drugiej kategorii. Wojna zamieniła tego marnego człowieka w pana życia i śmierci. Tak mu się przynajmniej wydawało. Sądził, że jeśli bezkrytycznie przyjmie wszystkie warunki Niemców i stworzy z getta niezwykle sprawną fabrykę, to uda mu się zmienić getto w swoje prywatne miasto. Mówił "moje miasto", "moi ludzie", "moje dzieci". No właśnie dzieci.. Rumkowski ratował dzieci, zbierając je w zarządzanym przez siebie domu dziecka. Ale czy robił to powodowany dobrymi pobudkami, czy tworzy sobie zaplecze do bezkarnego zaspokajania swoich pedofilskich skłonności?
Ale to nie Rumkowski jest głównym bohaterem "Biednych ludzi..". Książka podzielona jest na wiele wątków. Poznajemy wielu bohaterów. Niestety nie poznajemy dalszych  losów większości z nich - o ile były jakieś "dalsze losy". Bohaterami "Biednych ludzi.." jest społeczność getta. Jej problemy, sprawy, które je zajmowały, martwiły, czy interesowały. Sprawy, którymi getto żyło. Książka ta oparta jest na kronice łódzkiego getta, która tworzona była w latach 1941-44 przez grupę jego mieszkańców. Część postaci występujących w "Biednych ludziach.." jest autentyczna, część jest fikcyjna. Książka Sem-Sandberga nie jest źródłem historycznym, ale stanowi świetne uzupełnienie wiedzy książkowej. Przedstawia życie w gettcie w sposób przerażająco rzeczywisty.
Powiedzieć, że książka ta podobała mi się byłoby dużym nadużyciem. Miałam problem z wciągnięciem się w nią, a kiedy już się wciągnęłam, to jej klimat mnie stłamsił i przytłoczył. Z drugiej strony trudno nie docenić wysiłku, jaki autor włożył w stworzenie tego dzieła. Jeszcze inna sprawa to fakt, że życie w gettcie było takie, jakie jest w tej książce. Współczesny człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak wyglądało  życie codziennie w tak nienaturalnej sytuacji, jaka była w gettcie. Książki takie jak "Biedni ludzie.." są nam w stanie to życie przybliżyć i robią to w sposób brutalny, miażdżący czytelnika, odbierający mu komfort psychiczny. Czytając te książkę zostajemy wrzuceni w sam środek getta. Czy jesteśmy na to przygotowani? Z pewnością nie. Możemy tylko cieszyć się, że kiedy jest nam już tak bardzo niewygodnie i źle, to możemy odłożyć książkę. Biedni ludzie z miasta Łodzi tego szczęścia nie mieli. Doceńmy to, co mamy.

Steve Sem-Sandberg, Biedni ludzie z miasta Łodzi, Wydawnictwo Literackie, 2011