Zdarzają się czasem książki, z którymi mam prawdziwy problem. Tak też stało się z powieścią Joanny Bator "Ciemno, prawie noc". Budzi ona we mnie tak skrajne uczucia, że nie umiem jednoznacznie ocenić, czy podobała mi się czy też raczej nie. Myślałam, że może, jeśli odczekam kilka dni, to moje myśli dotyczące tej powieści jakoś się poukładają i będę w stanie określić swoje odczucia. Tak się jednak nie stało. Może w tym tkwi siła autorki? Może to spowodowało, że "Ciemno, prawie noc" okrzyknięta została najlepszą powieścią 2013 roku?
Młoda dziennikarka jednego z warszawskich czasopism - Alicja Tabor, wraca do rodzinnego Wałbrzycha, by napisać reportaż o zaginionych dzieciach. Powrót ten jest dla młodej kobiety podróżą w przeszłość, o której trudno zapomnieć. To wydarzenia z przeszłości, te pamiętane, te, o których kobieta chciała zapomnieć, oraz te, których mogła się tylko domyślać, zrobiły z niej Alicję Pancernika. Dziennikarka ma nadzieję, że pancerz ochroni ją przed emocjonalnym bólem, że jeśli do nikogo się nie przywiąże i nikogo nie pokocha, to nikogo już nie straci, nie będzie cierpiała. Jednak mroczny, tajemniczy Wałbrzych powoli rozbija skorupę kobiety. To, co miało być reportażem o zaginionych dzieciach, staje się osobistą sprawą Alicji. Im bliżej kobieta jest rozwiązania zagadki, tym głębiej wchodzi w swoją przeszłość. Kolejne fakty i wydarzenia zaczynają układać się w straszną całość. Jawa miesza się ze snem. Może tak łatwiej stawić czoła i zaakceptować rzeczywistość?
Język, jakim posługuje się autorka i klimat, jaki tworzy jest poetycki i nieco odrealniony. Może ma złagodzić problemy społeczne, z którymi się mierzy. Trudno mi czytać o przemocy wobec dzieci, a niestety w tej powieści osiąga ona niespotykane wyżyny. Wiele słyszymy i czytamy o pedofilii, jednak autorka idzie jeszcze o krok dalej. To dla mnie to krok za daleko.
Zupełnie inną sprawą jest poszukiwanie przez współczesnego człowieka ideału, kogoś, za kim mógłby bezrefleksyjnie podążyć. Patrząc na tłumy wałbrzyszan idących ślepo za samozwańczym prorokiem Jerzym Łabędziem, zastanawiamy się, co ich w nim uwiodło. Jednak taki jest człowiek - nie lubi myśleć. Wystarczy wskazać mu kierunek, a posłusznie pójdzie. Nie zastanawia go, dokąd doprowadzi go ta droga. Łatwo złożyć swój los i odpowiedzialność za siebie w ręce innych. Chętnie powtarzamy cudze idee i hasła. Przejmujemy cudze opinie i oceny. Coraz trudniej o własne zdanie.
"Ciemno, prawie noc" to książka niewątpliwie dobra. Połączenie lekko sennej, poetyckiej narracji, z ogromem brutalności wobec dzieci przeraża. Wiem, że świat jest okrutny i odwracając wzrok unikamy odpowiedzialności za niego, jednak zastanawiam się również, czy pani Bator nie przedobrzyła. Czy aż tak wielkie okrucieństwo wobec dzieci było niezbędne dla osiągnięcia zamierzonego celu? Nie jestem, co do tego przekonana. Mam wrażenie, że rozwiązanie tajemnicy wałbrzyskich zaginionych dzieci miało szokować. Jednak tak wzmocniony efekt nie jest niezbędny dla fabuły, nie o niego w powieści chodzi. Więc, w jakim celu autorka go użyła? Przyznaję, że nie wiem. Możliwe, że nie jestem odpowiednio wyrobiona literacko, żeby zrozumieć ten zabieg.
Inna sprawa, to mistrzowskie manipulowanie względnością. Autorka zmienia perspektywy, pokazuje nam rzeczy, ludzi i sytuacje tak, że niezauważenie zmienia się nasza ocena faktów. Postać moralnie okropna może nagle stać się godna współczucia, na pozór oczywiste wydarzenie, przez mały szczegół, może nabrać zupełnie innego wydźwięku.
"Ciemno, prawie noc" to powieść niewątpliwie ciekawa i warto ją znać. Nie jestem tylko do końca przekonana, że to faktycznie najlepsza powieść 2013 roku. No, ale o gustach się nie dyskutuje, a nagrody przyznają osoby, które znają się na literaturze o niebo lepiej niż ja.
Język, jakim posługuje się autorka i klimat, jaki tworzy jest poetycki i nieco odrealniony. Może ma złagodzić problemy społeczne, z którymi się mierzy. Trudno mi czytać o przemocy wobec dzieci, a niestety w tej powieści osiąga ona niespotykane wyżyny. Wiele słyszymy i czytamy o pedofilii, jednak autorka idzie jeszcze o krok dalej. To dla mnie to krok za daleko.
Zupełnie inną sprawą jest poszukiwanie przez współczesnego człowieka ideału, kogoś, za kim mógłby bezrefleksyjnie podążyć. Patrząc na tłumy wałbrzyszan idących ślepo za samozwańczym prorokiem Jerzym Łabędziem, zastanawiamy się, co ich w nim uwiodło. Jednak taki jest człowiek - nie lubi myśleć. Wystarczy wskazać mu kierunek, a posłusznie pójdzie. Nie zastanawia go, dokąd doprowadzi go ta droga. Łatwo złożyć swój los i odpowiedzialność za siebie w ręce innych. Chętnie powtarzamy cudze idee i hasła. Przejmujemy cudze opinie i oceny. Coraz trudniej o własne zdanie.
"Ciemno, prawie noc" to książka niewątpliwie dobra. Połączenie lekko sennej, poetyckiej narracji, z ogromem brutalności wobec dzieci przeraża. Wiem, że świat jest okrutny i odwracając wzrok unikamy odpowiedzialności za niego, jednak zastanawiam się również, czy pani Bator nie przedobrzyła. Czy aż tak wielkie okrucieństwo wobec dzieci było niezbędne dla osiągnięcia zamierzonego celu? Nie jestem, co do tego przekonana. Mam wrażenie, że rozwiązanie tajemnicy wałbrzyskich zaginionych dzieci miało szokować. Jednak tak wzmocniony efekt nie jest niezbędny dla fabuły, nie o niego w powieści chodzi. Więc, w jakim celu autorka go użyła? Przyznaję, że nie wiem. Możliwe, że nie jestem odpowiednio wyrobiona literacko, żeby zrozumieć ten zabieg.
Inna sprawa, to mistrzowskie manipulowanie względnością. Autorka zmienia perspektywy, pokazuje nam rzeczy, ludzi i sytuacje tak, że niezauważenie zmienia się nasza ocena faktów. Postać moralnie okropna może nagle stać się godna współczucia, na pozór oczywiste wydarzenie, przez mały szczegół, może nabrać zupełnie innego wydźwięku.
"Ciemno, prawie noc" to powieść niewątpliwie ciekawa i warto ją znać. Nie jestem tylko do końca przekonana, że to faktycznie najlepsza powieść 2013 roku. No, ale o gustach się nie dyskutuje, a nagrody przyznają osoby, które znają się na literaturze o niebo lepiej niż ja.
