books on my mind: Nurowska Maria
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nurowska Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nurowska Maria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lutego 2013

Maria Nurowska "Listy miłości"



Z twórczością Marii Nurowskiej zapoznaję się od niedawna i bardzo mi się to poznawanie podoba. Tym bardziej cieszy mnie ilość książek tej autorki, które jeszcze mam do przeczytania. "Listy miłości" poleciła mi teściowa mojego bardzo nieletniego dziecka. Powiedziała, że to najbardziej wzruszająca książka, jaką zna i przy okazji jej ulubiona. Czytała ją już wielokrotnie. 
Nastoletnia Elżbieta Elsner jest w połowie Żydówką. Kiedy jej ojciec dostaje nakaz przeniesienia się do getta, Elżbieta decyduje się iść z nim. Niestety profesor filozofii nie ma żadnych praktycznych umiejętności pozwalających na przetrwanie w piekle. Kiedy współlokatorka proponuje Elżbiecie pracę prostytutki, zdesperowana dziewczyna godzi się na to. Jej młody wiek, jasne włosy, piękne oczy i niezwykły dystans do wykonywanego zajęcia czynią z niej wkrótce Żydowskiego Anioła Śmierci. Wkrótce zostaje protegowaną niemieckiego oficera. Mimo dobrej sytuacji finansowej budzi się w niej złość na ojca, który swoją bierną postawą popchnął ją w prostytucję. Jego milczenie bierze za przyzwolenie i akceptację. Nie może się z tym pogodzić. Jednak przy nim trwa. Kiedy ojciec umiera, już nic nie trzyma jej w gettowym burdelu. Esesman pomaga jej przejść na aryjską stronę i oferuje możliwość dostatniego życia. Jednak Elżbieta ucieka. Z dokumentami na nazwisko Krystyny Chylińskiej staje na progu mieszkania zupełnie obcej dla siebie osoby. Pani Korzecka przygarnia dziewczynę. Syn starszej pani jest żołnierzem, jej synowa została wysłana do obozu koncentracyjnego. Został jej tylko 5-letni wnuk Michał. Pani Korzecka przelewa na Elżbietę/Krystynę uczucia macierzyńskie. Kiedy starsza pani umiera, do domu wraca jej syn - dr Andrzej Korzecki. Między nim, a Krystyną wybucha wielka miłość. Krystyna wiele razy chce wyznać ukochanemu tajemnicę swojego pochodzenia. Okazuje się jednak, że Andrzej jest zagorzałym antysemitą. W tej sytuacji Krystyna postanawia milczeć. Jednak nikt nie może dusić w sobie tak wielkiej tajemnicy, dlatego kobieta decyduje się na pisanie do męża listów, w których zwierza mu się ze wszystkich swoich sekretów. Listów, który mąż nigdy ma nie przeczytać.
Czytając "Listy miłości" zastanawiałam się, czy potrafiłabym zbudować swoje życie na kłamstwie. Nie do końca rozumiem decyzje podejmowane przez Krystynę. Dla mnie miłość to szczerość i zaufanie. Czy można wierzyć w solidne podstawy związku, kiedy nasz partner tak naprawdę nic o nas nie wie, kiedy nie powiedzieliśmy mu o sobie ani słowa prawdy? Spirala oszustwa nakręca się i w końcu nie wiem, co w naszym życiu jest prawdziwe. Czy Andrzej kochał Krystynę, czy tylko jej obraz, jaki stworzył sobie w wyobraźni? Czy Krystyna kochała Andrzeja, skoro kłamała patrząc mu w oczy?. Które z uczuć były prawdziwe, a które nie? Do tego jedno kłamstwo nakręca kolejne. Przeszłość zawsze ma tendencję do upominania się o nas. Tak też było w przypadku Krystyny. Aby chronić starannie zbudowaną przez siebie iluzję świata musiała kłamać dalej i dalej. Jej przeszłość nie została zapomniana. Raz wypowiedziane kłamstwo, czy przemilczana prawda powodowały kolejne sytuacje - zdrady, oszustwo i poczucie zagubienia. Po kilku latach Krystyna już nie wiedziała kim naprawdę jest. Czy Elżbietą? Prawą dziewczyną, którą życie zmusiło do upodlenia, czy Krystyną, kochającą żoną pana doktora. Ta potrzeba uchwycenia czegoś prawdziwego była powodem kilku nieprzemyślanych, wręcz zdumiewających wyborów w życiu kobiety. A życie lubi równowagę. 
Czy szkoda mi Krystyny? Nie jestem przekonana nawet do faktu, czy ją lubię. Jej życiowe wybory powodowały u mnie poczucie buntu. Nie mogłam się z nią identyfikować. Niemniej jednak trochę ją rozumiem i trochę jej współczuję. Nie z powodu sytuacji, w jakich się znalazła - w większości były one logicznym efektem podejmowanych przez nią działań, ale z powodu jej własnego strachu. Świetnie wiem, co miłość potrafi zrobić z człowiekiem, ale ona tak bardzo nie wierzyła w to, że ktoś może ją pokochać, że stworzyła fikcyjną postać, która miała być bardziej godna miłości, niż ona sama. Rozumiem lęk przed utratą ukochanej osoby, ale nie można pozbawić ukochanego wyboru okłamując go. Prawda zawsze wyjdzie na jaw i nie unikniemy konsekwencji. A jeśli ukochany odejdzie? Wtedy i tak możemy mieć pewność, że wcześniej, czy później by nas zostawił. Widać nie kochał nas, a wyobrażenie o nas. Bo prawdziwa miłość wytrzyma próbę prawdy. Bo kocha się nie za coś, a mimo wszystko. Wciąż w to wierzę. 
"Listy miłości" to nie jest romansidło, ani opowieść o pięknej miłości. Maria Nurowska po raz kolejny każe swoim czytelnikom rozmyślać o naturze miłości i o człowieczeństwie, o prawdzie, zaufaniu i tożsamości. Bo czy nieidealni ludzie mogą kochać idealnie? Życie to nie bajka, nic w nim nie jest proste. Polecam ją do przeczytania nie tylko w walentynkowy wieczór. 

Maria Nurowska, Listy miłości, Wydawnictwo WAB, 2012

środa, 2 stycznia 2013

Maria Nurowska, Wybór Anny


Do tej pory znałam tylko jedną książkę Marii Nurowskiej - "Drzwi do piekła". Przeglądając w bibliotece inne książki tej autorki, trafiłam na "Wybór Anny". Wtedy jej nie wypożyczyłam, a kiedy przyszłam do biblioteki po raz kolejny, to książki tej już nie było. Później, za każdym razem zaglądałam na półkę z "Nurowską", żeby sprawdzić, czy już jest. No i w końcu przed świętami wróciła. 
Anna Łazarska ma poukładany świat. Ma 40 lat, jest znaną skrzypaczką. Jest rozwiedziona i jedyną bliską jej osobą jest ojciec - Włodzimierz Łazarski. Zdystansowanie i chłód uczuciowy ojca sprawiły, że Anna od zawsze szukała jego aprobaty. Nawet kiedy dorosła, wszystkie jej decyzje miały jedno kryterium - zadowolenie taty. Kiedy starszy pan zapada na zdrowiu, córka bez chwili wahania podejmuje opiekę nad nim. Przypadkowo odnajduje w szufladzie ojca zapiski z czasów okupacji niemieckiej. Zaintrygowana czyta je. To moment, w którym spokojny, stabilny świat Anny znika. Kobieta traci to, co najważniejsze - swoją tożsamość. 
Anna naprawdę nazywa się Miriam Zarg. Jest Żydówką, którą rodzice widząc zbliżającą się śmierć, porzucili pod murem getta. Mieli nadzieję, że ktoś uratuje dziewczynkę. Pomocy dziecku udzielił Włodzimierz Łazarski. To, co początkowo ma być chwilowym ukryciem dziecka, z czasem staje się sytuacją stałą. Miriam, już jako Anna, wychowuje się jako córka Włodzimierza. Nagle okazuje się, że kobieta ma rodzinę. Ma dziadka i siostrę. Jak odnaleźć się w nowej sytuacji? Jak odbudować swoją tożsamość? Jak odkryć kim się jest naprawdę? Anna wyrusza w trudną drogę do poskładania swojego świata. 
Historię Anny poznajemy dzięki niemieckiemu dziennikarzowi Hansowi Benkowi. To on snuje opowieść o poszukiwaniu siebie. Opowieść utkaną z wywiadów z Anną, zapisków jej ojca, listów od siostry. Taki sposób narracji jest początkowo męczący. Składanie tych fragmentów w jedną opowieść porównać można do sytuacji Anny, która z fragmentów zapisków ojca, z opowieści dziadka, czy listów od siostry próbuje na nowo złożyć siebie. Każdy kolejny klocek w jej układance - podobieństwo do siostry, czy talent muzyczny, odziedziczony po ojcu mają zagnieździć ją w nowym życiu, ale jedynie oddalają ją od ojca. Ojciec był jedynym stałym lądem, teraz oczekuje się od niej, że porzuci swój bezpieczny azyl. Może Anna sama stawia sobie zbyt wysoko poprzeczkę, może zbyt wiele od siebie oczekuje? Czy da się pogodzić dwie tożsamości, czy trzeba wybrać tylko jedną z nich?
Powieść "Wybór Anny" była wydana w 1989 roku pod tytułem "Postscriptum". Maria Nurowska do stworzenia jej wykorzystała prawdziwą historię. Książka ta z pewnością nie jest lekturą lekką. Autorka umieściła w niej rzeczy tak drastyczne, tak straszne historie z czasów wojny, że trudno przejść nad nimi do porządku dziennego. Do tego sposób narracji, jaki wybrała autorka sprawia, że nie jesteśmy na nie gotowi, pojawiają się niespodziewanie i tak też znikają. Zmiana formy opowieści nie pozostawia nam czasu na ochłoniecie. 
"Wybór Anny" to książka bardzo dobra. Teraz już mam pewność, że przeczytam wszystkie powieści tej autorki. Dobrze, że jest ich w mojej bibliotece sporo. 

Maria Nurowska, Wybór Anny, Wydawnictwo W.A.B., 2010

wtorek, 2 października 2012

Maria Nurowska "Drzwi do piekła"



Książka Marii Nurowskiej "Drzwi do piekła" reklamowana jest jako odważna, kontrowersyjna, mocna. Nie lubię w reklamach książek tak skrajnych określeń, ponieważ zwykle wiążą się one dla mnie z rozczarowaniem. Tym razem nie czułam się rozczarowana książką, chociaż reklama była zupełnie nieadekwatna do treści. 
Daria Tarnowska jest utalentowaną pisarką. Prywatnie jest żoną sporo starszego od siebie krytyka literackiego -  Edwarda. To pozornie udane małżeństwo ma swoje tajemnice. Małżonkowie prowadzą ze sobą dziwną grę, która ich tylko rani i upokarza, a w rezultacie doprowadza do zbrodni. Daria zabija męża i za ten czyn zostaje skazana na 12 lat pobytu w więzieniu. Poznaje tu kogoś, komu chce wyjaśnić, co doprowadziło ją do zamordowania najbliższej sobie osoby. I Daria snuje swoją opowieść, którą przeplatają wydarzenia z codziennego życia w więzieniu. 
Narracja w "Drzwiach do piekła" jest całością. Nie ma w niej podziału na rozdziały. Wydarzenia z życia przed więzieniem nie są niczym oddzielone od teraźniejszości. Zmieniają się bez ostrzeżenia, z akapitu na akapit. Wszystkie wydarzenia są tak samo ważne. Łączą się w całość. Są potokiem myśli kobiety, która ma dużo czasu na myślenie o tym, co się stało. Może zrozumieć i poukładać swoje uczucia. Do tego Daria nadal wierzy w człowieka. Stara się go odnaleźć w każdej ze współtowarzyszek niedoli. Okazuje się, że każda z kobiet ma swoją historię, która doprowadziła je do wspólnej celi. Każda z kobiet, nawet ta najbrutalniejsza, ma swoje marzenia, lęki i wspomnienia. Nie da się ich wszystkich uratować przed zezwierzęceniem, ale możne uda się ochronić chociaż jedną z nich.. 
Początek "Drzwi do piekła" trochę się dłużył, ale potem nie mogłam się od tej książki oderwać. Zrozumiałam i polubiłam Darię. Poczułam też sympatię dla jej współtowarzyszek. Dla mnie najważniejsze jest zrozumienie tego, czym kierował się człowiek. I to właśnie od Marii Nurowskiej dostałam. Przyznaję, ze początkowo nie rozumiałam fascynacji Darii panią pedagog, ale teraz już wiem - każdy musi mieć kogoś, dla kogo warto się otworzyć. Kogoś, kto nas wysłucha i nie będzie oceniał. Taka przyjaźń jest bezcenna. 
Cieszę się, że przeczytałam "Drzwi do piekła". Nie znałam wcześniej książek Marii Nurowskiej, ale teraz wiem, że się z nimi poznam. 

Maria Nurowska, Drzwi do piekła, Znak, 2012