books on my mind

piątek, 4 stycznia 2013

Sylwia Chutnik "Cwaniary"


Halina Żyleta jest ciężarną, młodą wdową. Jej chłopak Antek został brutalnie pobity. W wyniku odniesiony ran zmarł. Od tego czasu Halina sporo czasu spędza na cmentarzu, gdzie zdecydowanie wyróżnia się wiekiem i strojem. Ilość tatuaży na jej rękach sprawia, że wdowia społeczność patrzy na nią dość nieufnie. Dziewczynie zupełnie to nie przeszkadza. Codziennie odwiedza swojego Antka. 
Antek był postacią niezwykłą. Ten wytatuowany bojownik o sprawiedliwość spędzał wieczory nie przed telewizorem, ale na biciu tych, którzy sobie na to zasłużyli. Nigdy nie bił przypadkowych osób, zawsze wiedział kto znajduje się na jego czarnej liście. Teraz, kiedy go zabrakło, Halina przejęła jego niewdzięczną pracę. Wieczorami wyrusza wraz z przyjaciółką Celiną Cios na łowy. Te bójki, ten moment, kiedy skrwawione ofiary padają na ziemię, to jedyny moment, w którym Halina prawie czuje, że żyje. Ale prawie robi wielką różnicę...
Dziewczyny starannie wybierają swoje ofiary. Nie znoszą niesprawiedliwości, razi je oszustwo i zdrada. W ich kodeksie honorowym nie ma miejsca pobłażanie. Biją głównie mężczyzn, ale kobiety, które nie szanują innych kobiet (szczególnie te, które odbierają innym partnera), też mogą trafić pod ich pięści. Czasem pomaga im Bronka. Ta szanowana prawniczka szczególnie nie lubi chamstwa w komunikacji miejskiej. Nocami zamienia swoje luksusowe auto na autobus i tam oczyszcza świat z pijaków i łobuzów. Te nocne wycieczki pozwalają jej na chwilę zapomnieć o zżerającym jej ciało raku - podstępnym wrogu, którego nie jest w stanie siłą wypędzić ze swojego ciała. 
Jest też Stefa Karwowska - właścicielka salonu kosmetycznego, a prywatnie kochana małżonka typu worek bokserski. Bita i upokarzana przez swojego męża snuje fantazje na temat zabójstwa. Układa misterny plan. Niestety porywcze koleżanki odbierają jej całą przyjemność. Po ich interwencji małżonek Karwowski nigdy już nie uderzy Stefy. 
Cała czwórka, wspomagana przez dwóch szaleńców i babcię Haliny - weterankę Powstania Warszawskiego ma do wykonania zadanie dużo większej wagi. Muszą się rozprawić z nieuczciwym deweloperem, który nieczystymi metodami próbuje uzyskać tereny pod budowę swoich biurowców. 
Język Sylwii Chutnik, jak i wybór Warszawy na bohatera powieści od razu kojarzy się z Tyrmandem. W "Cwaniarach" to miasto właśnie jest na pierwszym planie. W teście pojawia się dość sentymentalny obraz dawnej Warszawy, a już sam tytuł łączy urocze panie z piosenkami Grzesiuka i folklorem czerniakowskim. Na okładce wyczytałam, że książka ta napisana jest w konwencji łotrzykowskiej. Nie jestem o tym do końca przekonana. Bohaterki miały być silnymi kobietami, a ja nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że tym całym biciem koiły one tylko własny ból. Tak, jak nastolatki w depresji kaleczą się żyletkami, tak ta czwórka pań  (no może oprócz Stefy) szukała ukojenia w bójkach. Uderzenia i rany poniesione w walce pozwalały im na chwilę zapomnieć o bólu psychicznym. 
"Cwaniary" to pierwsza książka Sylwii Chutnik jaką przeczytałam.Bardzo mi się podobała, chociaż tak kwiecisty styl pisania bywa męczący. Autorka zawarła w niej wiele bardzo celnych spostrzeżeń, a kilka jej powiedzeń na pewno zagości na stałe w moim słowniku. Teraz chętnie przeczytam tak chwalony "Kieszonkowy atlas kobiet". Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepszy niż opowieść o Halinie Żylecie i jej przyjaciółkach. 

Sylwia Chutnik, Cwaniary, Świat Książki, 2012

czwartek, 3 stycznia 2013

David Cesarani "Eichmann. Jego życie i zbrodnie"


Są zbrodnie, tak potworne, że trudno je sobie nawet wyobrazić. Są ludzie-potwory, którzy szukają na swe czyny racjonalnego wyjaśnienia. Próbują usprawiedliwić się przed całym światem i przede wszystkim przed sobą. Nikt nie lubi czuć się zły. 
Kim był Adolf Eichmann? Czy był zwykłym urzędnikiem, trybikiem w machinie zbrodni? Szaraczkiem, który potulnie wykonywał rozkazy demonicznych przełożonych? Czy życie jego i jego rodziny było zagrożone w przypadku, kiedy odmówiłby wykonania poleceń? A może całkiem przeciwnie - może był pragnącym władzy antysemitą. Władcą życia i śmierci milionów ludzi. Osobą zarządzającą nazistowską machiną śmierci.
Kilka lat temu czytałam książkę Hannah Arendt "Eichmann w Jerozolimie". Arendt była dziennikarką, po studiach z filozofii. Jadąc w 1961 roku do Jerozolimy na proces Adolfa Eichmanna postawiła tezę o banalności zła. Słuchając i obserwując oskarżonego szukała potwierdzenia tej tezy. W swojej książce opisała ona go jako niebyt rozgarniętego, szarego człowieka, konformistę, który dziwnym zrządzeniem losu odpowiadał za deportacje i mordowanie Żydów europejskich. Kiedy cały świat spodziewał się  w Eichamannie zobaczyć potwora, Arendt pokazała pozbawionego charakteru urzędnika. Jej książka na wiele lat ugruntowała taki właśnie wizerunek nazisty. 
Z tezami Arendt nie zgadzało się wielu historyków. Twierdzili oni, że wprawdzie "Eichmann w Jerozolizmie" nie jest pozbawiony warstwy sentymentalnej, to jednak jego wartość historyczna jest niewielka. Znany brytyjski historyk żydowskiego pochodzenia David Cesarani postanowił zmierzyć się ze stworzoną przez Arendt legendą i napisał książkę "Eichmann. Jego życie i zbrodnie". Dzieło Cesaraniego jest niezwykłe drobiazgowe i dokładne pod względem faktograficznym. Autor sprawnie rozprawia się w niej z wieloma mitami dotyczącymi Eichmana np. z tezą o jego tragicznym, traumatycznym dzieciństwie. Przedstawiona przez niego postać niewiele ma wspólnego z tezami Hannah Arendt. Eichmann u Cesaraniego jest inteligenty, uzdolnionym i pracowitym człowiekiem sukcesu. Starannie wybiera on swoje ścieżki sukcesu i je realizuje. Niczego nie pozostawia przypadkowi. Widzimy też jak nazistowski "wyścig szczurów" zmienia młodego, prężnego menadżera w masowego mordercę. 
Czytając książkę Hannah Arendt dużo myślałam o narodzie żydowskim. Zastanawiałam się, zgodnie z zamierzeniem autorki, nad tym, jak wielki naród mógł pozwolić tak się potraktować. Jak to możliwe, ze duże grupy Żydów, zamiast wzniecić bunt, potulnie szły do gazu. Jaka była reakcja świata na tragedię, jaką całemu narodowi zgotowali naziści . 
Książka Cesaraniego spowodowała u mnie całkowicie inne przemyślenia. Ten autor skupił się nie na ofiarach, a na katach. Wiedziałam oczywiście o tym, co robili naziści. Wiedziałam też jaka w tym dziele zniszczenia była rola Eichmanna. Mimo tego nagle uderzyła mnie jedno - jak to możliwe, że człowiek, przychodzi do pracy i tam kieruje zagładą całego narodu? Jak można, siedząc za biurkiem, spokojnie planować i organizować transporty Żydów z całej Europy? Jak to możliwe, ze w obliczu klęsk na froncie, dla kogoś najważniejsze może być wymordowanie tylu Żydów, ile to tylko możliwe, ile się da przed ostateczną klęską. Jak można nie mieć w sobie ani grama człowieczeństwa?
Eichmann źle znosił udział w egzekucjach. Zdecydowanie wolał pracę w "białych rękawiczkach", za biurkiem, przy herbacie. Nie wiem, jak mógł z tym żyć. 
Książka Cesaraniego jest bardzo sprawnie napisana i świetnie się ją czyta (książkę Arendt, z którą autor polemizuje również czyta się bardzo dobrze). Nie jestem historykiem i nie mam takiej wiedzy, która pozwoliłaby mi na weryfikację zawartych w "Eichmannie" faktów. Jedno, co rzuciło mi się w oczy, to dość niefortunne sformułowanie, z którego wynika, że w latach 1939-40 Szczecin leżał na terenach Polski (str. 371). Mnie, rodowitą szczeciniankę, stwierdzenie takie kłuje w oczy. Powtarza się ono w tekście dwa, albo trzy razy. Myślę, że wynika to z uproszczenia myślowego tłumacza, bądź redaktora. 
"Eichmann. Jego życie i zbrodnie" to książka bardzo dobra. Polecam.

David Cesarani, Eichmann. Jego życie i zbrodnie, Replika 2012
Recenzja dla Szczecinczyta.pl

środa, 2 stycznia 2013

Maria Nurowska, Wybór Anny


Do tej pory znałam tylko jedną książkę Marii Nurowskiej - "Drzwi do piekła". Przeglądając w bibliotece inne książki tej autorki, trafiłam na "Wybór Anny". Wtedy jej nie wypożyczyłam, a kiedy przyszłam do biblioteki po raz kolejny, to książki tej już nie było. Później, za każdym razem zaglądałam na półkę z "Nurowską", żeby sprawdzić, czy już jest. No i w końcu przed świętami wróciła. 
Anna Łazarska ma poukładany świat. Ma 40 lat, jest znaną skrzypaczką. Jest rozwiedziona i jedyną bliską jej osobą jest ojciec - Włodzimierz Łazarski. Zdystansowanie i chłód uczuciowy ojca sprawiły, że Anna od zawsze szukała jego aprobaty. Nawet kiedy dorosła, wszystkie jej decyzje miały jedno kryterium - zadowolenie taty. Kiedy starszy pan zapada na zdrowiu, córka bez chwili wahania podejmuje opiekę nad nim. Przypadkowo odnajduje w szufladzie ojca zapiski z czasów okupacji niemieckiej. Zaintrygowana czyta je. To moment, w którym spokojny, stabilny świat Anny znika. Kobieta traci to, co najważniejsze - swoją tożsamość. 
Anna naprawdę nazywa się Miriam Zarg. Jest Żydówką, którą rodzice widząc zbliżającą się śmierć, porzucili pod murem getta. Mieli nadzieję, że ktoś uratuje dziewczynkę. Pomocy dziecku udzielił Włodzimierz Łazarski. To, co początkowo ma być chwilowym ukryciem dziecka, z czasem staje się sytuacją stałą. Miriam, już jako Anna, wychowuje się jako córka Włodzimierza. Nagle okazuje się, że kobieta ma rodzinę. Ma dziadka i siostrę. Jak odnaleźć się w nowej sytuacji? Jak odbudować swoją tożsamość? Jak odkryć kim się jest naprawdę? Anna wyrusza w trudną drogę do poskładania swojego świata. 
Historię Anny poznajemy dzięki niemieckiemu dziennikarzowi Hansowi Benkowi. To on snuje opowieść o poszukiwaniu siebie. Opowieść utkaną z wywiadów z Anną, zapisków jej ojca, listów od siostry. Taki sposób narracji jest początkowo męczący. Składanie tych fragmentów w jedną opowieść porównać można do sytuacji Anny, która z fragmentów zapisków ojca, z opowieści dziadka, czy listów od siostry próbuje na nowo złożyć siebie. Każdy kolejny klocek w jej układance - podobieństwo do siostry, czy talent muzyczny, odziedziczony po ojcu mają zagnieździć ją w nowym życiu, ale jedynie oddalają ją od ojca. Ojciec był jedynym stałym lądem, teraz oczekuje się od niej, że porzuci swój bezpieczny azyl. Może Anna sama stawia sobie zbyt wysoko poprzeczkę, może zbyt wiele od siebie oczekuje? Czy da się pogodzić dwie tożsamości, czy trzeba wybrać tylko jedną z nich?
Powieść "Wybór Anny" była wydana w 1989 roku pod tytułem "Postscriptum". Maria Nurowska do stworzenia jej wykorzystała prawdziwą historię. Książka ta z pewnością nie jest lekturą lekką. Autorka umieściła w niej rzeczy tak drastyczne, tak straszne historie z czasów wojny, że trudno przejść nad nimi do porządku dziennego. Do tego sposób narracji, jaki wybrała autorka sprawia, że nie jesteśmy na nie gotowi, pojawiają się niespodziewanie i tak też znikają. Zmiana formy opowieści nie pozostawia nam czasu na ochłoniecie. 
"Wybór Anny" to książka bardzo dobra. Teraz już mam pewność, że przeczytam wszystkie powieści tej autorki. Dobrze, że jest ich w mojej bibliotece sporo. 

Maria Nurowska, Wybór Anny, Wydawnictwo W.A.B., 2010

wtorek, 1 stycznia 2013

stosik styczniowy


Święta już za nami, a to oznacza koniec urlopu i zdecydowanie mniej czasu na czytanie. Szczerze mówiąc, to moja świąteczna lektura nie była zbyt urozmaicona - czytałam "Piękną bestię" i biografię Adolfa Eichmanna. Teraz mam ochotę na pisarzy polskich. Oto mój stosik na styczeń, ale na ile znam siebie, to te moje plany stosikowe zostaną zakłócone przez książki nieplanowane :)
A ponieważ dziś jest pierwszy dzień nowego roku, to chciałabym Wam życzyć spełnienia marzeń, radości z życia, miłości, wiary w siebie, no i oczywiście całego mnóstwa książek, przyjemności czytania i czasu, czasu, czasu :)