books on my mind

czwartek, 27 lutego 2014

Róża Lewanowicz "Porwana"


Powoli zaczynam się powtarzać. Po raz kolejny powtórzę, że Polacy piszą dobre książki. Jedne są ambitniejsze, inne mniej, jednak niezależnie od gatunku, jestem coraz bardziej przekonana, że w naszej literaturze dobrze się dzieje. Zawsze z obawą sięgam po debiuty literackie - zazwyczaj zapowiadają niedoróbki, czasem kulawą fabułę czy inne braki warsztatowe. Dlatego też nie mogłam uwierzyć, że "Porwana" jest debiutem literackim autorki, ukrywającej się pod pseudonimem Róża Lewanowicz. To naprawdę dobry kryminał z wątkami sensacyjnymi. Przyznam, że przez tę książkę zarwałam noc. 
Justyna i Łukasz Meyer to para jakich wiele. Oboje po trzydziestce, on oficer w CBŚ, ona szeregowa pracownica jednej z warszawskich korporacji. Ich życie jest uporządkowane i spokojne. Mają mieszkanie na strzeżonym osiedlu i spory kredyt hipoteczny. Tylko z jego powodu Justyna codziennie rano idzie do znienawidzonej pracy. Nagle coś przerywa rutynę - w biurze pojawia się tajemniczy mężczyzna i twierdzi, że chodził z Justyna do szkoły. Obcy jest natrętny i niepokoi kobietę. Dlatego też postanawia ona podjąć radykalne kroki. Atmosfera wokół małżeństwa zagęszcza się. Pewnego dnia przerażony Łukasz widzi, jak trzech mężczyzn, w biały dzień, spod domu,  porywa Justynę. Od tej pory rozpoczyna się dramatyczna i pełna zwrotów akcji walka o życie kobiety. Zrozpaczony mąż ze zdumieniem odkrywa tajemnice z przeszłości żony. Nawet nie wie, jak wielu przyjaciół i wrogów ma jego cicha i nieśmiała żona. 
Początkowo sądziłam, że "Porwana" to będzie typowy kryminał. Jednak ku mojemu zaskoczeniu akcja potoczyła się w zupełnie inną, sensacyjną, stronę. Całość jest ładnie skomponowana. Początek wprowadza nas w życie Meyerów. Wiemy co czuje i jak myśli Justyna. Co jest dla niej istotą i celem życia. Jak ważne jest dla niej małżeństwo. A jej związek z Łukaszem jest bardzo udany. Małżonkowie kochają się i wspierają. Darzą się zaufaniem i dają sobie poczucie bezpieczeństwa. Łukasz nawet nie zwraca uwagi na "dziury" w życiorysie żony - on jej po prostu bezgranicznie wierzy. Kiedy w życiu Meyerów mają miejsce dramatyczne wydarzenia, pojawia się pytanie: Czy można kochać kogoś, kto nie był z nami do końca szczery? Czy życie, które stworzyli sobie małżonkowie jest zamkiem na piasku? W końcu jak żyć z kimś, kogo się zupełnie nie zna? Łukasz nie ma wątpliwości, dopadają one natomiast jego żonę. 
Autorka stawia też pytania o rolę kobiety we współczesnym społeczeństwie, a szczególnie w służbach mundurowych. Odwrócone są tu też szablony postaci, które zazwyczaj występują w tego typu powieściach - mamy tu Kota, ofiarę przemocy ze strony żony czy występującą w męskiej zazwyczaj roli - seksoholiczkę Żanetkę. Nawet postacie głównych bohaterów przedstawione są nieco na opak - jest silny z założenia oficer CBŚ, który w obliczu tragedii traci grunt pod nogami i krucha, delikatna Justyna, która okazuje się niezwykle twardą sztuką. Podoba mi się takie odwrócenie ról. Do tego przeprowadzone jest ono delikatnie i bardzo subtelny sposób. Stanowi tło, a nie manifest. 
"Porwana" to świetna lektura na weekend. Gwarantuje dawkę adrenaliny i odpowiednie tempo akcji. Książka idealnie nadaje się do ekranizacji - byłby z niej świetny hit kinowy. Gorąco polecam lekturę "Porwanej" i czekam na kolejne powieści Róży Lewanowicz. Być może autor/autorka zdecyduje się na ujawnienie swojej tożsamości. Przyznam, że jestem ciekawa, kim jest osoba, która tak dobrze orientuje się w polskich służbach mundurowych.

Róża Lewanowicz, Porwana,Replika, 2014, s.471
Recenzja dla SzczecinCzyta.pl

poniedziałek, 17 lutego 2014

Robert Galbraith "Wołanie kukułki"


Muszę przyznać, że jestem fanką J.K. Rowling. I to paradoksalnie nie za serię o Harrym Potterze, a za jej dorosły "Trafny wybór". Przyznaję, że "Wołania kukułki" raczej nie przeczytałabym, gdyby nie ujawniono tożsamości autorki. Sam opis fabuły nie wydaje się zbyt porywający i nie zdecydowałabym się na tę książkę, jednak nazwisko autorki zrobiło swoje. Byłam bardzo ciekawa, jak "ugryzie" ona klasyczny kryminał. I muszę przyznać, że wywiązała się z zadania zgrabnie i z klasą. 
Znana modelka Lula Landry popełnia samobójstwo. Pewnej zimowej nocy skacze z balkonu swojego luksusowego mieszkania i kończy żywot na miejskim bruku. Sprawa oczywiście budzi sensacje. Paparazzi robią zdjęcia, gazety rozpisują się o wydarzeniu, telewizja nadaje transmisję z pogrzebu, który zamienia się w wielki pokaz mody. Wydaje się, że wszystko w tej sprawie zostało już powiedziane, że nie ma żadnych niedopowiedzeń. Dziewczyna chorowała na chorobę dwubiegunową, korzystała z pomocy psychiatry, zdarzył jej się także odwyk. Wszyscy wiedzą dlaczego Lula targnęła się na swoje życie. I właśnie wtedy do upadającej i zaniedbanej agencji detektywistycznej Cormorana Strike wkraczają dwie osoby - Robin, tymczasowa sekretarka przysłana przez agencję pracy oraz zamożny prawnik John Bristow - prywatnie brat zmarłej modelki. Mężczyzna upiera się, że jego siostra nie mogła popełnić samobójstwa. Jest przekonany, że śledztwo zostało źle przeprowadzone i chce poznać prawdę. 
Strike jest postacią z założenia oryginalną. Syn gwiazdy rocka i supergroupies, były żołnierz, który na wojnie stracił nogę, prywatnie uwikłany w toksyczny związek z niejaką Charlotte. Ma problemy finansowe i stawka zaproponowana przez Bristowa spada mu jak manna z nieba. Powinien spłacić długi, a do tego z czegoś musi zapłacić Robin - sekretarce idealnej. Nie zwlekając detektyw metodycznie zagłębia się w życie Luli. 
Czy opis fabuły brzmi znajomo? Jasne, że tak. Literatura kryminalna aż roi się od zwichrowanych detektywów i ich upadających miejsc pracy. Kłopoty osobiste Strike także nie są wyjątkowe ani oryginalne. Trudno też oprzeć się ważeniu, że całość fabuły oparta jest na sprawdzonym, dość prostym schemacie. Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Rowling potrafi swoje postacie ożywić, nadać im charakter i osobowość. Zaczynają żyć swoim życiem. Tak stało się w przypadku Strike. Trudno jest nie polubić tego zwalistego mężczyzny. W kwestii jego partnerki Robin sprawa przedstawia się ciut gorzej. Wiem, jaki typ dziewczyny chciała sportretować autorka, jednak sympatyczna sekretarka nieco trąci sztampą. Mam nadzieję, że trochę się ona rozkręci w kolejnych tomach.
Sama zagadka skonstruowana jest dość prosto i iście w stylu Agathy Christie. Rozwiązanie nieco zaskakuje, na szczęście Strike nie szczędzi nam w finale ognistej przemowy, w której wyjaśnia wszystkie motywy, okoliczności i okazje. Czy rozwiązanie jest wiarygodne? Niespecjalnie, ale kto by się tym faktem przejmował. 
Rowling napisała solidny kryminał. Nie jest to dzieło wyjątkowe, ani specjalnie wybitne, jednak i tak autorka wykonała kawał dobrej roboty. Dostajemy powieść, którą czyta się z przyjemnością. No i ku uciesze fanów, jest to pierwszy tom serii o detektywie Cormoranie Strike. Z całą pewnością przeczytam kolejne części. 

Robert Galbraith, Wolanie kukułki, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013, s. 452

piątek, 14 lutego 2014

Aldo Carpi "Dziennik z Gusen"



Napisano wiele książek z czasów II wojny światowej i Holocaustu, istnieje sporo wspomnień z obozów. Czym w takim razie "Dziennik z Gusen" wyróżnia się na tle pozostałych pozycji tego nurtu? Przede wszystkim tym, że to prawdopodobnie jedyny zachowany dziennik pisany bezpośrednio w obozie. Więźniom nie wolno było posiadać książek ani gazet, nie wolno było prowadzić żadnych notatek. Za znalezienie takich groziła śmierć. Obóz opuszczała tylko starannie wyselekcjonowana korespondencja, w której więźniowie na gotowych drukach zapewniali rodzinę, że mają się dobrze. Jednak Aldo Carpi z narażeniem życiaspisywał bieżące wydarzenia, swoje reflekscje i przemyślenia. Na małych skrawkach papieru powstawały kolejne listy do żony. A wszystko to uzupełnione wstrząsającymi rysunkami autora. 
Aldo Carpi był cenionym malarzem i profesorem w Katedrze Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych Brera w Mediolanie. Miał żonę i sześcioro dzieci. Oskarżono go o spiskowanie antyfaszystowskie. Zadenuncjował go zazdroszczący mu talentu kolega. W momencie aresztowania przebywał w swojej nieco oddalonej od domu pracowni. Wiedział o tym, że po niego przyjechano - widział samochody i jakiś sąsiad przybiegł go ostrzec. Jednak z troski o rodzinę profesor wrócił. Zabrano go i po przesłuchaniach umieszczono w obozie Mauthausen i docelowo w Gusen. 
Profesor był w stosunkowo dobrej sytuacji - mógł zajmować się w obozie tym, co umiał najlepiej - malował. Oszczędzono mu najcięższej pracy, dlatego mógł skupić się na swoich przemyśleniach na temat zła, dobra, Boga i roli artysty. Wszystkie je przelewał na papier. W jego wspomnieniach mało miejsca zajmuje codzienność. Pisanie jest dla niego ucieczką od rzeczywistości. Wydanie Repliki uzupełniono jednak o komentarze autora. Dzięki nim relacja staje się pełniejsza. Jednak to, co przeraża najbardziej, to nie słowa, a rysunki. W nich Carpi nie oszczędza nam dramatu, w jakim się znalazł. Wyniszczone ciała współwięźniów, cierpienie i śmierć. Jego rysunki są najbardziej przejmującą częścią tego osobliwego dziennika. 
"Dziennik z Gusen" nie jest lekturą przyjemną. Nie spodziewajcie się też drastycznych opisów czy mrożących krew w żyłach opowieści. Jednak jest o opowieść o człowieku, któremu przyszło żyć w strasznym miejscu i próbował zrozumieć zło, które widział. Nie szukał odpowiedzialnych za swój los, wiedział, kto go zadenuncjował. I mimo iż obarczał tego człowieka winą, to starał się też zrozumieć, co go doprowadziło do takich czynów. Z racji dość dobrego położenia - dachu nad  głową, ciepła i dodatkowych porcji jedzenia Carpi nie odczłowieczył się, nie walczył tylko o przetrwanie, ale miał też czas na pozbieranie swoich myśli. Jego współtowarzysze niewoli w większości nie mieli takiego luksusu. 
Dziennik Aldo Carpiego jest dobrym uzupełnieniem do przeczytanej przeze mnie już literatury obozowej. Stanowi odmienne spojrzenie na piekło obozów. Jednak jeśli ktoś nie czytał jeszcze innych wspomnień ocalałych więźniów, to powinien to zrobić. Wspomnienia Carpiego są oczywiście cenne, jednak nieco rozmywają obraz piekła, które stworzyli naziści. Powinniśmy pamiętać o przeszłości i wyciągać z niej wnioski, dlatego należy ten temat poznać z nieco bardziej konkretnych źródeł. Nie da się zrozumieć obozów, jeśli nie dotrze się do ich najczarniejszego dna, najciemniejszej strony. A to proces bolesny i nieprzyjemny. Nawet jeśli przechodzimy go tylko z pozycji czytelnika. 

Aldo Carpi, Dziennik z Guden, Replika, 2009, s. 376
Recenzja dla SzczecinCzyta.pl

środa, 12 lutego 2014

Ekshibicjonizm, czyli zabawa blogowa Liebster Award :)



Wiem, wiem, ta gra krąży po blogach od czasów Noego. Jednak do tej pory nie brałam w niej udziału. Dziś mam taki jakiś zwierzeniowy nastrój, dlatego korzystam z zaproszenia Skrawki Myśli i odpowiadam. 

1. Czy w dzieciństwie wolałaś czytać książki samodzielnie czy raczej chciałaś by czytali Ci rodzice?
Sama, sama, sama. Jestem wzrokowcem i to, co widzę lepiej do mnie trafia :)

2. Czy masz książkę, do której wracasz, gdy jest Ci smutno i źle, by poprawić sobie nastrój?
Hmm... Nie. Mam swoje ukochane książki, jednak nie łączą się one z moim złym nastrojem.

3. Dlaczego zdecydowałaś się na stworzenie bloga?
Nie pamiętałam, co już przeczytałam, a co nie. Zaznaczałam na lubimyczytać przeczytane tytuły, jednak nie mogłam przypomnieć sobie o czym niektóre książki były i jakie budziły we mnie uczucia. Teraz wiem :)

4. Co najbardziej lubisz a wiąże się z Twoim blogowaniem?
Wszystko! Uwielbiam blogować :)

5. Gdybyś miała być którymś ze współczesnych pisarzy to którym?
J.K. Rowling za błyskawiczne zbicie fortuny, Salmanem Rushdim - ideowo (chociaż wolałabym być Padmą Lakshmi  z czasów małżeństwa z Salmanem)

6. Która spośród książek Twego ulubionego pisarza sprawiła Ci prawdziwy zawód, rozczarowała Cię?
Hmm.. Trudna sprawa. Chyba nie ma takiej. Nie rozczarowuję się tak łatwo, a jak kogoś lubię to do końca. Wybaczam potknięcia ;)

7. Stoisz twardo na ziemi czy jesteś romantyczką?
Romantyczką to byłam 20 lat temu. Teraz jestem pragmatyczna. Chociaż zdarzają mi się chwile słabości. Ciągle wierzę w prawdziwą miłość :)

8. Czy oprócz czytania i recenzowania jest w Tobie też pisarz, który tworzy własne dzieła (choćby tylko do szuflady)?
Trochę realizuję się twórczo, ale pierwsza książka nadal przede mną. 

9. Gdzie najchętniej spędzasz wolny czas?
W domu. 

10. Pies czy kot?
Kiedyś zdecydowanie pies, teraz nauczyłam się doceniać koty. 

Ponieważa zabawa krąży już tyle czasu, to zapewne wszyscy, którzy chcieli wziąć w niej udział, to już to zrobili. Dlatego nie będę nikogo wyznaczała, ani pisała pytań. Jeśli ktoś chciałby odpowiedzieć na pytania ode mnie, to proszę wyrazić taką chęć w komentarzu :)
A póki co, życzę wszystkim udanej środy :)